Od Czarta do Diabełka. | etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Od Czarta do Diabełka. 2019-03-24

Wszystko zaczęło się od książki, którą sobie pożyczyłam, specjalnie z powodu przepisów deserowych. Niestety nie jestem w nich najlepsza, ponieważ desery wymagają precyzji i nie zostawiają zbyt wiele miejsca dla ułańskiej fantazji, w przeciwieństwie do przystawek, czy dań głównych. Ale wracając do książki - tytuł to "Zagadka Czarciego Tortu". Czytać jej nie ma po co, bo strasznie nijaka jest, ale tort mnie skusił. Znalazłam przepis i postanowiłam spróbować. Słonek jechał na zakupy, dostał listę. Czekam. Czytam przepis raz i drugi, na ciasto i jakiś taki dziwny mi się wydaje. Włączyłam myślenie, co ostatnio jest wielkim osiągnięciem. Postanowiłam ulepszyć całość, a już na pewno, ułatwić sobie życie. Postanowiłam zrobić czekoladowy biszkopt. To potrafię. Czekając na zakupy przygotowałam ciasto, włożyłam do piekarnika. Wyrosło zjawiskowo, Słonek wrócił z zakupów, wszystko super. Ciasto się upiekło, wystygło, przekroiłam, naponczowałam, bo jak wiadomo biszkopt bardzo tego potrzebuje i zabrałam się do masy. W przepisie było: "340 g wiórek czekoladowych". Z wiórkami i nas krucho, dlatego zdecydowałam się na czekoladę, bo skoro i tak ma trafić do kąpieli wodnej, to co to za różnica? Wcześniej sprawdziłam czy czekolada naprawdę jest gorzka. Była. Trochę mnie niepokoił napis na opakowaniu - " Danusia" ale nie wnikałam w temat. Dopiero podczas łamania jej na kostki, coś mnie tknęło. Jakoś za łatwo pękała jak na gorzką. Chwilę postałam, nic sensownego nie wymyśliłam, w końcu postanowiłam spróbować. Nadziewana! Super. Rozdarłam się na cały dom, wzywając winowajcę. Przyszedł, spróbował i na jego wyraźne życzenie postanowiłam zaryzykować z czekoladą nadziewaną kremem z firmowej "Danusi". Dalej poszło łatwo. Kosztuję masę: wow, super jest ale tak obłędnie słodka, że zęby wyrywa. Cholera, też niedobrze. Co tu zrobić? Wiem, dżem z czarnej porzeczki. Może wiśnia byłaby lepsza, ale jej nie miałam. Posmarowałam jedną warstwę dżemem, na to masę, ciasto i resztę masy. Jazda do lodówki. W ten sposób z "Czarciego Tortu" nie zostało nic, poza pomysłem i nowym plackiem, który postanowiłam nazwać "Diabełek".


 A mówiłam, że desery nie są moją mocną stroną, ale za to pyszną:).


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]