etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Przyjaciółka 2011-04-29

Ledwo wróciłam, rozdzwonił się telefon. Moja przyjaciółka, mieszkająca ostatnio w Anglii, przyjechała na Święta. Oczywiście musiałyśmy się spotkać. Przyjaźnimy się od podstawówki, więc właściwie rozumiem ją "bez słów", choć "gadane" to ona ma zapisane w genach. Ale chyba ciągle myślami byłam w innym wymiarze, bo jedynie przefrunęło mi przez głowę, że cera jej się poprawiła. Zamiast przeanalizować przesłankę, porzuciłam temat i zajęłyśmy się rozmową o jej komplikacjach prawnych związanych z rozwodem. Siedziałyśmy sobie u mnie w aneksie jadalnym i "rozgryzałyśmy temat zmorę". W pewnym momencie Beata mówi:
- Ty sobie lepiej usiądź, muszę ci coś powiedzieć - akurat wstałam, żeby wziąć coś z kuchni.
- Mogę stać. Mów.
- Nie. Usiądź, bo jeszcze się przewrócisz. - Usiadłam. - Jestem w ciąży, w grudniu przyjeżdżam do Polski, będę z Patrycją mieszkać w mieszkaniu Maćka, lepiej, ciotka, wymyśl jakieś imię. Siedzisz? Siedzisz, to dobrze...
Patrzę na nią jak krowa na malowane wrota i czuję, że czacha zaczyna mi "parować". Tak byłam zajęta rozważaniami tematu pt. "podział majątku", że kompletnie nie potrafiłam się przestawić. Zaczęłam ją nawet podejrzewać, że zwariowała, wpadając na taki pomysł. Bo w czym, u licha,może pomóc tak idiotyczny bluff? Dopiero po długiej chwili dotarło do mnie, że to prawda.
Przyznaję - poraziło mnie. Z jednej strony ją podziwiam. Znowu na dorobku, w sensie finansowym, z dwójką dużych już dzieci. Z drugiej zadziwia mnie ludzki pęd do posiadania potomstwa. Zawsze byłam zdania, że decyzja o powołaniu do życia nowego człowieka, jest najpoważniejszą ze wszystkich, jakie trzeba podjąć. Ale patrząc na otaczający mnie świat, zaczynam wątpić w słuszność swoich przekonań.


*** 2011-04-28

Wróciłam do Polski i do pracy. Może to jest najlepszy sposób, żeby nie myśleć. Zmęczyć się tak bardzo, że pod koniec dnia ryje się nosem po ziemi.
Pierwsza rzecz, która trochę poprawiła mi humor to lot. Kocham latanie, choć może niekoniecznie pasażerskimi samolotami. To takie wielkie latające krowy, nie obrażając tych ostatnich. Ale nawet w takim locie, dla mnie przynajmniej, istnieje jeden magiczny moment. To start. Doskonale wiem, że z technicznego punktu widzenia, lądowanie jest czynnością trudniejszą, a samo unoszenie się w powietrze, z magią nie ma nic wspólnego - czysta fizyka. A jednak. Jest w tym moc. Nie tylko moc silników. Moc ludzkiej siły i woli. Moc, która pozwala człowiekowi wznieść się na wyżyny. Moc tworzenia i sięgania po niemożliwe.


Morze Martwe 2011-04-24

Jeszcze w szkole podstawowej pisałam coś, co nazywałam "Impresjami". Wtedy właśnie, podczas wakacji, zainspirowana nazwą napisałam coś takiego:
Było raz morze. Było morze uczuć, bezkres miłości, groza i piękno. Rozbiło się o Rafy Koralowe, lecz nie zniknęło z mapy mojego serca. Pozostała blizna - Morze Martwe.
Tak właśnie się czuję. Zastanawiam się tylko, czy wtedy miałam jasnowidzenie?


*** 2011-04-22

Najgorsze jest to, że kompletnie nie rozumiem DLACZEGO ja żyję a On nie? On więcej dobrego robił dla tego świata. Miał siłę i determnację żeby walczyć, Jego kompas moralny był jak najdokładniejszy zegar świata. Miał odwagę starać się coś zmieniać na lepsze. A ja?
Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie bez powodu jestem TU I TERAZ. Tylko dlaczego, do cholery, ja tego nie widzę? Zrobiłabym to, czego się ode mnie oczekuje i umarłabym sobie. Komu by szkodziło powiedzieć mi to teraz? NATYCHMIAST!


Merde 2011-04-22

Nie wiem, jak długo stałam przed bramą kamienicy, w której ciągle mam mieszkanie. Od Jego śmierci tam nie byłam i jak się okazuje, dalej nie potrafię przekroczyć tego progu. To zupełnie tak jakby za drzwiami znajdował się tunel czasowy, który przeniósł by mnie znowu do tamtej chwili. Gdybym przynajmniej miała pewność, że tym razem, w sensie dosłownym, pęknie mi serce - to nie wahałabym się ani sekundy. Ale pewności nie mam, a właściwie mam - nic takiego się nie stanie, dalej będę jak ta ślepa i głucha plątać się po tym świecie.
W tym mieście, jak nigdzie indziej, Jego obecność jest wręcz namacalna: zapach Jego skóry, Jego smak, tembr Jego głosu i ten najcudowniejszy na świecie uśmiech.
Głowę mam napchaną jakimiś funta kłaków niewartymi truizmami, typu: "czas leczy rany" - gówno, niczego nie leczy, bo blizny bolą tak samo, jak świeże rany, albo "losy ludzkie są zapisane w gwiazdach" - kolejne merde. Nie zgadzam się i już!!!


*** 2011-04-15

Powoli sytuacja zaczyna się stabilizować. Po zmianie lokalu, który wreszcie udało mi się wyremontować i lekkim przekwalifikowaniu, polegającym na przeniesieniu akcentu z kosmetyki na masaże, przybyło mi klientów. To nie to, że całkowicie rezygnuję z kosmetyki - za bardzo ją lubię, ale chwilami byłam już zmęczona udowadnianiem sobie i innym, że nie ma rzeczy niemożliwych, tylko warunkiem jest moja wiedza i konsekwencja klientów. A za to masaże idą jak "świeże bułeczki". Jest to bez wątpienia cięższa praca, zarówno na poziomie fizycznym, jak i energetycznym, ale tutaj, przynajmniej, mogę spokojnie i bez wyrzutów sumienia wykazać się lenistwem. Wiem, że kiedy moi znajomi i przyjaciele będą to czytać, mocno się ubawią, zważywszy, że pracuję po 10 godzin dziennie i po takim dniu najbardziej przypominam przekłuty balonik, ale nie będę im żałowała radochy. Moje "lenistwo" w tym przypadku polega na tym, że nie muszę główkować i szukać jak najlepszych rozwiązań, tak jak to było w kosmetyce. Teraz mogę spokojnie robić masaż, bezwstydnie korzystając z własnego daru. Podobno go mam, a najlepszym na to dowodem są klienci, którzy uzależniają się od mojego dotyku.
A poza tym wraca mi humor, bo w niedzielę lecę na Pesach do Paryża i spotkam się z tymi, których kocham najbardziej, bo w nich żyje jeszcze cząstka mojego Baszefta.


*** 2011-04-10

Siedzę w domu i powoli, ale konsekwentnie poddaję się. Skąd o tym wiem? W nocy usiłowałam poprawić sobie nastrój w sposób, zdawałoby się niezawodny. Czytałam mianowicie, po raz kolejny "Much obligated, Jeeves." Książki Wodehouse'a zawsze potrafiły poprawić mi nastrój, ale jakoś nie tym razem. A kiedy, po porannej kawie, sięgnęłam po album Hieronima Boscha, o którym nawet Wielki Leonardo mówił, że jego obrazy są perwersyjne, bo ukazują człowiekowi czarne otchłanie jego duszy, zrozumiałam, że muszę pogodzić się ze swoim obecnym stanem, bo walczyć z nim nie mam już siły. Może kiedy znowu zaświeci słońce...(o ile kiedykolwiek zaświeci).


La vie se chante, la vie se pleure 2011-04-09

Dzisiaj rano moja matka powiedziała do mnie:
- Ja się nie buntuję z powodu przynależności do Narodu Wybranego, ale życie w tym kraju znaczy tyle, co Naród Wybrany do kwadratu.
Chodziło jej o klimat. Niestety doskonale ją rozumiem. Nie wiem jak inni, ale ja powoli zaczynam popadać w coraz większe przygnębienie.
Była kiedyś taka piosenka: "La vie se chante, la vie se pleure". Tyle tylko, że w tej chwili znacznie bliżej mi do drugiego członu tytułu. Skandynawowie chorują z powodu braku słońca, a Polacy? Chyba też, bo każdy kolejny klient i klientka przynoszą ze sobą cały worek złej energii i bardzo chętnie się nią dzielą ze mną, zupełnie jakbym była jakimś dziwacznym magnesem. Tylko co, u licha, mam z nią robić? Może otworzę sklep internetowy na Polinezji Francuskiej? A treść ogłoszenia, w wolnym przekładzie, będzie następująca: "Okazja! Sprzedam dużą ilość złej energii! Ceny hurtowe."
Być może zbiję majątek na jej sprzedaży? W końcu to ostatni, chyba, na ziemi kawałek Edenu.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]