etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Cel! Pal! 2011-05-30

Znowu coś czuję, że popełniłam kolejną, życiową głupotę. Czy ja kiedykolwiek zmądrzeję? Bardzo poważnie w to wątpię. Durna blondynka z sieczką zamiast mózgu. Ale stało się, mleko się rozlało i co tam kto sobie życzy. Najbardziej przeraża mnie fakt, że wykręciłam sobie ten numer z pełną świadomością, wręcz z premedytacją. Stąd prosty wniosek, że nic się nie zmieniło i w dalszym ciągu dążę do samounicestwienia. Tak więc, odstrzelenie mnie byłoby aktem humanitarnym i miłosiernym. Pytanie tylko kto się na to zdecyduje?


*** 2011-05-29

Pamiętacie "Ptaki" Hitchcocka? Dokładnie tak to dzisiaj wygląda. Szaro i ponuro, a gęste chmury za nic mają maj.
Wychodzę z Karmelem na poranny spacer i widzę na ogrodzeniu jakąś dekorację. Po wczorajszym wieczorze jeszcze nie do końca czuję się sobą, poza tym brak snu też nie pomaga w ocenie sytuacji. Dlatego przez dobrą chwilę nie wiedziałam na co patrzę. A kiedy już do mnie dotarło, nie mogłam w to uwierzyć.Wzdłuż całego ogrodzenia siedzą kawki. Skrzydło przy skrzydle, bo chyba nie ramię przy ramieniu? Nawet nasze wyjście zignorowały. Potem na chwilę odleciały i znowu wróciły, a teraz dodatkowo drą dzioby. Okna musiałam pozamykać, bo własnych myśli nie słyszę.
I teraz się zastanawiam kiedy nastąpi atak?
A tak na marginesie to dzisiejszy wpis miał być zupełnie o czym innym, ale te ptaki mnie zaintrygowały.


*** 2011-05-26

Nie tylko gwiazdy, gwiazdeczki czy celebryci coraz częściej i w większych ilościach naszpikowani są silikonem, botoxem, odsysani, chirurgicznie ulepszani, podciągani i wygładzani. Jest to moda, która coraz szybciej rozprzestrzenia się wśród naszego społeczeństwa. Naszego, bo Zachód już od dawna "ulepsza naturę". Ja doskonale wiem, że żadnej prawdy objawionej nie mówię, ale skoro media wypchane są po brzegi takimi informacjami, jak biusty niektórych celebrytek, to ja też postanowiłam odnieść się do tematu. A tak naprawdę robię to po przeczytaniu tytułu kolejnego cudownie "mądrego" programu "Jak z 40, 50-latki zrobić 20-latkę?" Obłęd. Niby można. Na dobrą sprawę, jeśli poczekamy jeszcze kilka lat to okaże się, że z 70-latki będzie można zrobić noworodka. Bo dlaczego nie? I żeby nie było nieporozumień: uważam, że medycyna estetyczna czy chirurgia plastyczna są dziedzinami tak samo potrzebnymi jak stomatologia czy okulistyka. Jedyne co mnie w tym wszystkim przeraża to puste głowy pomysłodawców i krzewicieli kultu młodości. To jest szkodliwe społecznie. Pomijam już fakt, że 50-latka przerobiona na 20-latkę zawsze wygląda curiosalnie. Jest to szkodliwe także dlatego, że ci,których na to stać, szukają coraz "skuteczniejszych" metod na walkę z upływającym czasem. Z tego powodu zbyt często wpadają w ręce szrlatanów i "profesjonalistów". Skutki - opłakane. A reszta społeczeństwa gryzie palce w dzikiej furii, że nie mogą sobie zafundować tego samego. I liczba frustratów nam rośnie.
Tylko po co skoro z NATURĄ nikt jeszcze nie wygrał.


Synogarlica 2011-05-22

synogarlica rozpaczająca na drucie krople łez zamordowanej nadziei już nigdy nikt nic Jak ogólnie wiadomo, synogarlice łączą się w pary na całe życie. Jeśli jedno z nich zginie, drugie, po kres swoich dni, pozostaje samotne. To właśnie przydarzyło się mojej zaprzyjeźnionej parce. Znam tę historię od podszewki. Próbowałam ją uratować, ale kiedy poczuła się lepiej (niestety nie mogła jeszcze latać) wybrała się na spacer do sąsiada. Tam dopadł ją pies ze skutkiem tragicznym. Od tego czasu on (ten synogarlic) codziennie siada na drutach, tuż naprzeciwko mojego kuchennego okna, i nawołuje. Czasami tylko jest w tym zniecierpliwienie. Najczęściej ból i rozpacz. Jest dla mnie jak wyrzut sumienia - "nie ochroniłaś jej!"!


Polowanie 2011-05-19

Od kilku tygodni poluję na jednego profesorka. Nie w celach romansowych, nic z tych rzeczy. Zwyczajnie, potrzebuję od niego kilku informacji. I powiem Wam, że łatwiej byłoby namierzyć agenta obcego wywiadu niż pracownika naukowego Uniwersytetu. Po wielu bezowocnych próbach dodzwonienia się, dzisiaj wreszcie osiągnęłam sukces, to znaczy telefon został odebrany. Niestety moja radość trwała krótko. Odebrał adiunkt. Na jego przykładzie potwierdza się zasada, że im ktoś ma mniej w głowie, tym ma więcej miejsca na wodę sodową. Ergo, nic nie załatwiłam. Gorzej. W dalszym ciągu pan profesor jest dla mnie, i najwidoczniej dla studentów i pracowników, jakimś bytem astralnym, którego materializacja nastąpi w bliżej nieznanej przyszłości. Ale nie poddam się bez walki. Jeśli trzeba będzie to rozbiję namiot przed drzwiami jego gabinetu. W końcu się doczekam.


Żółw 2011-05-17

Ostatnio klient mnie zapytał:
- Pani Agnieszko, lato idzie, nie zna pani jakiegoś szybkiego sposobu na schudnięcie?
Różne pomysły mu podsuwawałam, ale jakoś żaden nie przypadł mu do gustu. Ponieważ jednak uparta jestem i tak łatwo nie odpuszczam, brnęłam dalej:
- A może ma pan psa? - bo jak wiadomo z psem można sobie hasać do woli, chudnąc przy okazji.
- Psa nie mam, ale mam żółwia...
Przypomniało mi się to dzisiaj, podczas zakupów. Nie bez powodu. Od lat o niczym tak nie marzę, jak o dodatkowych 4 cm w biodrach. Jak do tej pory, marzenie nie chce się spełnić. Być może zrobiłam błąd: zamiast Karmela trzeba było kupić żółwia?


Kasza dla psa. 2011-05-13

Wczoraj wieczorem, tuż przed zamknięciem gabinetu, zadzwonił kolega. - Masz chwilę dla mnie? Bo takie coś mi wyskoczyło koło nosa. Mogę do ciebie przyjechać? - Jasne, tylko pospiesz się, proszę, bo mam zaproszenie na kolację, a jeszcze muszę zrobić zakupy. - Jak chcesz to mogę zrobić, akurat jestem w Tesco. - Super - podyktowałam mu listę zakupów - i kup jeszcze kaszę dla psa. - Dobra. Będę za jakieś 40 minut. Czekam. Po pół godzinie znowu zadzwonił. - Wiesz, mogę się trochę spóźnić, bo jeszcze jestem w Tesco. Już wszystko mam, z wyjątkiem kaszy. Takiej nie ma. - To znaczy jakiej? - zdziwiłam się. - No jest manna, jęczmienna, gryczana, ale kaszy dla psa nie ma. To jaką ci kupić?


Dom? 2011-05-12

Właściwie to lubię swój kawałeczek świata. Kiedy tak, jak wczoraj, po słonecznym dniu, z huku i rozgardiaszu centrum, w którym dodatkowo dudnią Juwenalia, wjeżdżam w swoją ulicę, witają mnie chłód i cień starych drzew. I jadę tak pod zielonym baldachimem dwa kilometry, a zachodzące słońce maluje wokół złote plamy.
A jednak od jakiegoś czasu brzmi mi w głowie niczym mantra: "chcę do domu". Chodzę po własnym ogrodzie, patrzę na kwitnący bez i magnolię, a coś we mnie "ja chcę do domu". Siedzę w swoim fotelu z książką, czy leżę we własnej wannie, a w środku krzyczę "chcę do domu!".
Czyli GDZIE?


Deklaracja 2011-05-10

Życie ostatnio lubi mi grać na nosie. Tym razem pod postacią deklaracji ZUS-owskiej. Zaczęło się niewinnie, a mianowicie o poranku dostałam smsa od swojej księgowej:"Leżę w szpitalu. Musisz złożyć deklarację do ZUSu. Dzisiaj!" No skoro muszę , to złożę. Pełna dobrych chęci pojechałam do ZUSu. Ludzie. Dużo ludzi, właściwie to nawet tłum ludzi. Hmm... Nawet nie wiem od czego zacząć? Muszę "zasięgnąć języka". A skoro tak, potrzebna mi INFORMACJA. Znalazłam. Odstałam swoje w ogonku i dostałam numerek. Poczułam, że nie o to mi chodziło, ale trudno. Poszłam we wskazanym kierunku. Sala, na oko jakieś dziesięć boksów, tłum ludzi i sześć krzeseł. Noga mnie boli, ale trudno - stoję. Wreszcie moja kolej.
- Dzień dobry, chciałam złożyć deklarację.
- Proszę ją dać.
- Kiedy właśnie nie wiem, jak się do tego zabrać? Nigdy wcześniej tego nie robiłam.
- Dopiero pani zaczyna?
- Nie. Ale zawsze robiła to księgowa.
- No to proszę wziąć DRA, wypełnić i złożyć.
- A przepraszam, skąd mam wziąć DRA? - Cokolwiek to jest.
- Tam leżą, na półce - urzędniczka już na mnie warczy.
Znalazłam DRA. Poszłam do stolika i ... dopiero mną wstrząsnęło. Żeby było jasne - do dzisiaj wierzyłam, że analfabetyzm i wtórny analfabetyzm mnie nie dotyczą. Po dzisiejszych doświadczeniach zmieniłam zdanie. Bo np. "Identyfikator deklaracji" czy "Stopa procentowa składek na ubezpieczenie wypadkowe" albo "Kod tytułu ubezpieczenia" co to jest do cholery? I skąd ja mam to wiedzieć?
Znam swoje ograniczenia. Z drukiem w ręce udałam się do INFORMACJI, gdzie dostałam kolejny numerek. Wróciłam na salę, którą opuściłam kilka minut wcześniej. Znowu odstałam swoje. Trafiłam do innego boksu i do innej urzędniczki. Ta, nie kryjąc obrzydzenia, z powodu mojej tępoty, podyktowała mi, przez zaciśnięte zęby, dane do rubryczek. Być może one, te dane, należą do grupy TAJNE/POUFNE? Nie wiem. Najlepsze było to, że w tym samym czasie urzędniczka wklepywała moje dane w komputer.
Pieknie to ta moja deklaracja nie wyglądała. Na koniec kazała mi ją podpisać i taką pokreśloną zabrała, kładąc na stosie innych papierzysk. Ale skoro równocześnie wklepywała to w komputer to PO JAKĄ CHOLERĘ CZŁOWIEK MUSI TO PISAĆ NA PAPIERZE?? A przy tym męczyć się i stresować?
Kiedy już opuściłam "uroczą" instytucję, doszłam do wniosku, że bardzo nie lubię chodzić do ZUSu. A płacenie haraczu powinno przebiegać w jakiś przyjemniejszy sposób!


Nałóg 2011-05-08

- Witam Państwa na niesamowitym widowisku. Za chwilę rozpocznie się starcie Gigantów. Już są, proszę Państwa, zawodnicy właśnie wchodzą na ring. W prawym narożniku, wieloletni Mistrz Świata wagi ciężkiej, nałóg tytoniowy, pogromca wszystkich wcześniejszych zawodników - Wszechwładny Papieros! W lewym narożniku najnowsze osiągnięcie współczesnej farmakologii - Zyban Pogromca!
Który z nich zwycięży? W tej chwili trudno to przewidzieć, obaj mają równe szanse, ale być może już za kilka rund, Złoty Pas zmieni właściciela! Zawodnicy mierzą się wzrokiem, słychać gong i oto rozpoczyna się walka dziesięciolecia!


"Nie stój na deszczu, bo pada." 2011-05-06

Mam klientkę, która takie perełki produkuje na poczekaniu. Fajna jest. A najlepsze w tym jest, że nigdy nie wiadomo, jakie będzie jej następne zdanie. W pełni posiadła umiejętność zaskakiwania. Kiedyś po zabiegu wystawiła głowę z przebieralni i pyta:
- Nie ma tam gdzieś reszty moich majtek? - Chodziło jej oczywiście o biustonosz.
Dodatkowy urok całej sytuacji polega na tym, że normalnie posługuje się bardzo poprawną polszczyzną. Przypomina mi się wtedy, jak w czasach liceum, jedna z koleżanek opowiadała nam o swoich wakacjach:
- ...a z okna rozciągał się piękny widok i leżaki.
Też ciekawie.
Wczoraj moja klientka również błysnęła. Opowiadała mi jakąś skomplikowaną sytuację rodzinną swojej przyjaciółki. A ponieważ dość szybko zgubiłam wątek, zaczęła mi dokładnie tłumaczyć:
-... no bo, rozumiesz, ona miała brata, który był matką...
Być może z tego właśnie powodu nie mogłam zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Jednak jestem zacofana.


"Popiołki" 2011-05-03

Życie bez pasji jest powolnym umieraniem, umieraniem, które może trwać całe życie. Nieważny jest jej rodzaj: równie dobrze może to być gotowanie, jak i wykreowanie kolejnej "Płonącej żyrafy". Bez pasji, nie ma Życia, bo w niej zawarty jest nasz "okruszek Stwórcy", dzięki któremu po śmierci nie staniemy się Popiołkami.


Jom ha - Szoa 2011-05-01

1 maja - Jom ha-Szoa we ha-Gewura - Dzień (Pamięci) Holokaustu i Aktów Odwagi. Dzień milczenia. Czesław Miłosz w "Walcu":
"(...)Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co.(...)"
Dziękuję, że potrafiliście się wyrwać z upodlenia i nie zpomnieliście "o co walczyć i po co".
Oby już NIGDY NIKT NIC.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]