etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
*** 2011-11-30

Los potrafi złączyć ludzi żyjących tysiące mil od siebie; bez jego ingerencji mogliby pozostać sobie obcy, nawet gdyby stanęli twarzą w twarz. 


Przysłowie chińskie. 


Podziękowanie dla "Artysty". 2011-11-30

Wczorajszy dzień był trudny. Moja poranna, wewnętrzna irytacja, nie mająca uzasadnienia w świecie, nałożyła się na same trudne przypadki w pracy. Miodzio! W którymś momencie zadzwoniła przyjaciółka z prośbą o wieczorane spotkanie. Nie potrafiłam jej odmówić, bo mnie zaskoczyła i żaden argument "przeciw" nie przyszedł mi do głowy. No trudno.


Wieczorem pojechałam na umówione spotkanie. Chwilę wcześniej wstąpiłam do sklepu. Potem zgodnie z zasadami stanęłam w ogonku do kasy. Przede mną jakaś para z trzylatkiem w koszu. Śmierdział wymiocinami, darł się na cały sklep jak opętany, a w przerwach pakował sobie do ust, wcześniej bardzo dokładnie wymacanego w rękach lizaka. W uszach mi dzwoniło od tych ryków. Obłęd!


Bożena jak zwykle się spóźniała. Przysłała mi wpawdzie smsa, że tak będzie, ale akurat byłam w sklepie. Postanowiłam grzecznie na nią poczekać. W celu uspokojenia wyszłam na zewnątrz, na papierosa. Ciemno jak w ... bo latarnia w sąsiedztwie nie świeciła. Stoję i napawam się ciszą. Nagle zza pleców wyrósł mi facet. Nawet się nie przestraszyłam. Trudno powiedzieć jak wyglądał, bo przecież było ciemno.


- Jestem malarzem chciałbym panią namalować - no błagam wszystko tylko nie tak banalnie głupi tekst.


Przez chwilę, jeszcze grzecznie, opędzałam się od faceta. Upierdliwy był, a ja potrzebowałam chwili ciszy i jego brzęczenie za uchem, doprowadziło mnie do stanu wrzenia.


- Wie pan co, proponuję poszukać kogoś innego. Nie mam ochoty na dalszą rozmowę i bardzo proszę niech pan stąd idzie.


Brzmiałam jak cała Antarktyda w połączeniu ze stalą. Chyba jednak dotrało, bo przez chwilę patrzył bez słowa, a potem wystrzelił ripostą:


- A idź ty... głupia babo!


I odszedł.


Po raz pierwszy tego dnia uśmiechnęłam się bez przymusu - wreszcie ktoś mnie uczciwie skomplementował!


 


Prezent. 2011-11-27

Jest błogo. Ogień gada, grzeje, a płomienie tak cudnie obejmują we władanie drwa i człowieka.


Delikatne dźwięki muzyki płyną w powietrzu, głaszcząc sensory.


Czerwone, jak krew wino pieści kubki smakowe.


Nirwana. Pierwsza od wielu miesięcy - szczególny rodzaj prezentu od Niego.


Dziękuję.


 


Wada. 2011-11-24

Są czasem takie dni, kiedy jestem kompletnie niezorganizowana. Wtedy otacza mnie chaos. Coś zaczynam, nie kończę, łapię się za coś nowego i znowu to samo - rozgrzebię i zostawię. Równocześnie wściekam się na siebie, ale nie potrafię zapanować nad sytuacją. Wpadam w błędne koło, drepczę w miejscu, coraz bardziej zła na siebie samą. A wtedy w głowie pojawia mi się czarowna myśl: zostawić to wszystko i niech to szlag sobie weźmie, mam to w odwłoku, nie chcę, nie mam siły, nie umiem, nie ogarniam.


I co?


I nie potrafię odpuścić.


Moja największa wada - brak tolerancji dla samej siebie.


*** 2011-11-22

Mam straszny mętlik w głowie. Za dużo się dzieje, za szybko, każda akcja wymaga reakcji, na którą niekoniecznie muszę mieć ochotę. Ale jak to już zostało powiedziane "nie chcem ale muszem". C'est la vie.


Dziwne z nas zwierzęta. Nuda i stagnacja - źle, nadmiar różności - też niedobrze. A może to tylko ta burość za oknem powoduje rozdrażnienie? Tak czy inaczej zamierzam sobie być dzisiaj marudna. W końcu raz na jakiś czas mnie też wolno mieć chandrę. No to mam.


Wujek. 2011-11-18

Jednak język chiński, czy raczej mandaryński, potrafi człowieka ogłupić Przynajminiej mnie. Wczoraj podczas zajęć właśnie to mnie dopadło. Diabli wiedzą z jakiego powodu, bo związku z zajęciami to nie miało żadnego, przyszedł mi do glowy wujek. Nie jakiś konkretny, zwyczajnie wujek, jako rzeczownik. I nijak nie potrafiłam "odgadnąć" jakiego rodzaju jest to rzeczownik ? Żeński czy męski?


Jeśli w dalszym ciągu będę się "rozwijać" w takim tempie to już powinnam zacząć się bać.


Kryzys nam nie grozi. 2011-11-17

Mnie się bardzo podoba fakt, że ministrem skarbu w nowym rządzie został ktoś, kto z wykształcenia jest archeologiem. Dzięki temu Polsce kryzys nie grozi, bo jeśli zabraknie pieniędzy to pan minister zarządzi wykopaliska. Brawo! Poczucie humoru na piątkę!


Opium. 2011-11-11

Ostatnio prowadziłam cudownie twórczą rozmowę z klientem: pełną humoru, inteligentną, błyskotliwą, której żadne z nas nie chciało kończyć, dlatego "dolewałam oliwy do ognia" i zjadałam własny ogon. Po prostu miodzio!  Od tego czasu minęło kilka dni, ale jej clou we mnie zostało i pączkowało. I wyrosło coś przedziwnego.


Wydaje nam się, że się znamy. Wiemy co lubimy, a czego nie, znamy swoje preferencje seksualne, wiemy "Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" Mamy swój system wartości, wewnętrzną busolę, która nami steruje.


Mamy?


Nie mamy!


Najczęściej przypominamy "Trzy mądre małpy": nie widzieć zła, nie słyszeć zła, nie mówić o złym. Ale czy to naprawdę chroni przed złem?


Nie chroni!


Lubimy nie myśleć. Lubimy proste prawdy. Lubimy relatywizm moralny. Korzystają na tym wiruozi socjotechnik, popularnie zwani politykami. "Opium dla mas" to jest coś, co zawsze się sprawdza. Każdy chciałby być "wiecznie młody, piękny i bogaty". Mit i marzenie naszych czasów. Najprzedniejszy gatunek opium. Dlaczego? Bo zabija w nas Człowieczeństwo, sprowadza do poziomu intelektualnej papki, bo zabija w nas naszą Istotę. Nic odkrywczego, truizmy rzekłabym.


A jednak...


Najlepsza stal rodzi się w ogniu.


Nic o sobie nie wiemy! Nie wiemy, czy jesteśmy jeszcze Człowiekiem, czy już kanalią. Nie wiemy, bo nie znamy samych siebie. A nie znamy siebie, ponieważ nie mamy szansy zetknąć się z sytuacją ekstremalną. A tylko takie doświadczenie może nam otworzyć oczy i pozwolić ujrzeć siebie w pełni. Jak się zachowam? Będę Człowiekiem, czy kanalią?


Największym oszustwem jest twierdzenie, że człowiek jest z gruntu dobry.


Nie jest!


Więc kim się okażę, gdy stanę oko w oko ze swoją sytuacją ekstremalną?


To dręczące pytanie i rozumiem, że większość woli NIE MYŚLEĆ, ALE TO NIE JEST USPRAWIEDLIWIENIE.


Dlatego, to czego powinniśmy sobie życzyć wszyscy, jako gatunek, to konfrontacja z sytuacją skrajną. I tylko tego.


I co zostało z lekkiej, radosnej rozmowy?


 


 


 


*** 2011-11-11

"Jeśli nie ja, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?"


                                         Pirke Awot.


Nie cieszcie się moi Drodzy, że taka krótka notka. To jest wstęp do kolejnej, w której trochę "dokopię" Człowiekowi.


*** 2011-11-06

Ostatnio znowu usłyszałam, że "zaniedbuję się na blogu". I pewnie tak jest, ale mam na to usprawiedliwienie. O karuzeli już nie będę wspominać, bo to nudne, ale musiałam nadrobić zaległości nią spowodowane: praca - to po pierwsze, po drugie wróciłam do maturalnej prezentacji córki przyjaciółki. I właśnie ta prezentacja, której temat sama wybrałam, może wpędzić w depresję. Od zawsze, instynktownie, omijałam dużym łukiem malarstwo polskie. Faktem jest, że kiedyś musiałam je znać "na wyrywki", ale uczyłam się tego bez entuzjazmu. Niestety muzyka też jest skażona. Czym? Melancholią, smutkiem, tęsknotą. O ile jeszcze, od biedy, można zrozumieć tą ostatnią, wynikającą z wydarzeń historycznych, to cała reszta jest zadziwiająca. Zresztą podejrzewam, że nawet bez Wielkiej Emigracji, ta tęsknota, nie wiadomo za czym, byłaby nieodłączną częścią sztuki polskiej. Napisano całe tomy prac wszelakich o tajemniczym uśmiechu Mony Lizy, a jakoś niewiele o psychologicznej stronie "polskiego smutku". Skąd on u licha się bierze? Skąd odwieczna nostalgia, w której lepsi od nas są tylko Rosjanie? Czemu to wszystko jest takie szare i ponure?


Mamy teraz jesień. Piękną złotą, nasyconą kolorami. Czy naprawdę trzeba czekać na błotnistą zupę żeby stworzyć arydzieło? Co roku miewamy, ładniejsze lub brzydsze, lato. Mamy też wiosnę. O zimie nie wspomnę, bo jej nie lubię. Taka osobnicza fanaberia. I każda z tych pór roku ma swój jedyny i wyjątkowy urok, specyficzne barwy i cudowne światło. To nie! Trzeba wybrać, na temat obrazu, wszechobecną biedę, albo błotną breję oblepiającą świat. I wtedy jest dobrze. Ja jeszcze rozumiem, że w poprzednim systemie farby były towarem deficytowym, ale ja mówię o sztuce XVIII czy XIX w. A XX w. też się nie popisał.


Szarobura, błotnista rozpacz!


Moja ciotka. 2011-11-02

Ana jest postacią tak barwną, że sama jedna wystarczyłaby na niezłą książkę. Często się zastanawiam, czy specjalnie, na początku swojej artystycznej kariery wykreowała się na taką pozytywną wariatkę, a potem jej to zostało, czy może jej "przypadłości" są absolutnym przypadkiem, który kogoś dopaść musi i zwykle trafia na nią? Tak czy inaczej dopada ją i nie ma wyproś. Kilka tygodni temu przyleciał z Kanady jej wnuk z nowo poślubioną żoną. Chciał jej pokazać Polskę. Zatrzymali się oczywiście u Any, bo jak wiadomo, sam Kraków zabytków ma dużo.Goście się rozpakowali i ruszyli na zwiedzanie krakowskich knajpek. Ana, chcąc wykorzystać łazienkę przed ich powrotem, postanowiła wziąć kąpiel. Kiedy już wyszła z wody okazało się, że zabrakło jej kremu do twarzy. Zabrakło to zabrakło, żadna tragedia. Już miała się w całości posmarować balsamem, kiedy wpadło jej w oko pudełeczko. To chyba krem Susan, pomyślała. A co tam, posmaruję się raz, w końcu nie ubędzie jej, a przy okazji sprawdzę czy to dobry krem. Jak postanowiła tak zrobiła. Następnego dnia rano patrzy w lustro i oczom nie wierzy. Jaką ja mam piękną cerę! Taka wygładzona i napięta! Cudowny krem! Muszę sobie odpisać nazwę i przy następnej bytości w Kanadzie kupić kilka opakowań. Odpisała.


Po kilku dniach dzieci już prawie spakowane, bo wracają do domu.


- A wiesz Ana, to zostawię, nie chce mi się wieźć do domu - powiedział jej wnuk, stojąc z pudełeczkiem "cudownego" kremu w ręce.


- A to twoje? Myślałam, że Susan - zapytała Ana, ciesząc się w duchu na tak nieoczekiwany prezent.


- Moje, oczywiście. Susan nie używa gumy do włosów.


No tak. Nic dodać, nic ująć. Cała Ana.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]