etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
O tym dlaczego nie należy jeść tuńczyka. 2012-02-26

Generalnie jedzenie ryb jest zdrowe. Szególnie ryb oceanicznych. Za to jest niehumanitarne. Tak szczerze przyznaję, że najbardziej ze wszystkiego brakuje mi właśnie ryb w codziennym menu, ale uwierzcie, że da się je znakomicie zastąpić, bez szkody dla zdrowia. Korzyść z tego taka, że mam czyste sumienie. Natomiast nie jedzenie tuńczyka jest ideologią. Krzykiem rozpaczy i ogromnego cierpienia w ultradźwiękach! Być może dlatego tak słabo słyszalnego.


W starożytnej Grecji "śmiałka", który zabił delfina karano śmiercią. Rzymianie na swoich monetach wybijali podobiznę Neptuna zawsze w towarzystwie delfina. Aborygeni opowiadają historię o tym, że wieloryby i delfiny przybyły na ziemię, aby pomóc rodzajowi ludzkiemu. W książce "Awaking to the Animal Kingdom" R. Shapiro i J. Rapkin przedstawiają tę aborygeńską opowieść, w ten sposób (w dużym uproszczeniu), że delfiny przybyły na ziemię, aby nauczyć ludzi radości, miłości, szczęścia i zabawy. Piękna opowieść! Jeśli na środku oceanu przytrafi nam się niebezpieczna przygoda i znajdziemy się w wodzie w sposób niezamierzony, prędzej niż człowiek pomoże nam delfin. Poza radością człowiek może się od nich nauczyć szacunku i uprzejmości.


A my jako ludzie, co?


Jak zawsze w  odwłoku mamy otaczający nas świat, no ale w końcu nim rządzimy (!)


Napychamy się tuńczykami, których połowem najczęściej zajmują się Japończycy. A ich kultura jest inna. Dziwna. Niezrozumiała.


Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek widział film o rzezi delfinów ,wykonywanej przez Japończyków, właśnie przy okazji połowu tuńczyka, nigdy już go do ust nie weżmie. No chyba, że jest kompletnie odczłowieczony.


Nie tylko dobro na tym śwecie się kumuluje. Zło też. Może ono nawet szybciej i skuteczniej. A cierpienie jakiejkolwiek istoty żyjącej jest złem największym!


Na dzień dobry. 2012-02-26

Przedziwna jest dzisiaj pogoda. Jeszcze przed chwilą niebo wyglądało tak: błekit, z kilkoma delikatnymi jak puszek chmurkami, rozświetlony radośnie słońcem, na horyzoncie ciemne śniegowe chmury, a pomiędzy tymi dwoma przeciwstawnymi zjawiskami, wąski, ołowiany pas, ciężkich, nisko wiszących chmur. I właśnie teraz sypie z nich śniegiem. Ale tak, czy inaczej każda moja komórka czuje zbliżającą się wiosnę!


Co jeszcze? Trzymam kciuki za film Agnieszki Holland "W ciemności". Należy im się ten Oscar.


No i oczywiście zaraz zajrzę do toja-toja i na stronkę  www.perfumydlakobiet.pl


I jeszcze napiszę kilka słów do Duszka - zabrzmiało to jak groźba karalna.


To wszystko na dzień dobry.


 


Dlaczego wegetarianie mają się lepiej? 2012-02-24

Generalnie jedzenie mięsa jest szkodliwe. Zawsze było, a teraz szczególnie. Wegetarianie nie mają takich problemów z nadwagą jak osoby jedzące mięso. Są zdrowsi. Mają ładniejszą cerę. No i oczywiście śpią spokojniej.


Od średnio 50 lat ludzkość jest systematycznie zatruwana chemią dodawaną do żywności. Ale najwięcej chemii, antybiotyków i hormonów znajduje się w mięsie. Polacy najbardziej kochają schabowe. A schabowy to nic innego jak wieprzowinka. A wieprzowinka to taka różwiutka świnka z zakręconym ogonkiem. Świnka, która jest tak samo inteligentna jak pies. A pies jest średnio na poziomie 3 letniego dziecka. Jednak ta świnka ma jedną cechę szczególną: nie poci się i wszelkie toksyny w niej zostają. W tym schabowym. Dodatkowo, z racji inteligencji, dłużej i intensywniej przeżywa stres związany z pozbawianiem jej życia. I produkty uboczne tego stresu też są w schabowym. Osobiście nie zazdroszczę zjadaczom schabowego. Brrr!


A dlaczego nie należy jeść tuńczyka? O tym w niedzielę.


Duszku bardzo Ci dziękuję za przyłączenie się do akcji "stop pożeraczom tuńczyka".


I jeszcze na sam koniec - na tej stronce sponsorskiej perfumydlakobiet.pl są fajne tematy z zapachami związane, więc oprócz pomagania Autorce blogu toja-toja, możecie się dowiedzieć ciekawych rzeczy. A ja powtórzę za moją Babcią: "każda wiedza się w życiu przydaje."


Stop. 2012-02-24

Najwyższy czas rozpocząć akcję społeczną pt." Pożeraczom tuńczyków mówimy stop!" Mam nadzieję, że się ze mną zgadzacie?


*** 2012-02-23

Uff, wreszcie się udało i stronka "pomagająca" na blogu toja-toja działa! Więc bardzo Was proszę klikajcie.


Coś o przyjaźni. 2012-02-23

Ale zanim temat główny to jeszcze słówko do Canislupus: rozumiem i dziękuję.


A teraz cytat, podobno z Groucho Marksa, a przynajmniej jemu jest przypisywany: "poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wewnątrz psa jest za ciemno na czytanie."


Piekło. 2012-02-19

Przed chwilą przeczytałam sobie na Onecie wywiad z Panem Profesorem Bartoszewskim. Przeczytałam, bo bardzo go lubię i szanuję! I wolno mi. Na swoje nieszczęście przeczytałam też kilka komentarzy, choć obiecywałam sobie już nigdy tego nie robić. No i znowu mną wstrząsnęło! Tak gruntownie. Co to za piekielna choroba siedzi w tym narodzie? Jakie stado diabłów macza swoje osmolone paluszki w głowach komentatorów? Co za pokręcone szatańskie ogony karzą Polaków (na szczęście nie wszystkich!) takim stosunkiem do drugiego człowieka?


SAMI SOBIE TWORZYMY PIEKŁO NA ZIEMI, TO NASZA "ZASŁUGA" JACY JESTEŚMY I DLATEGO TO RADIO MA TYLU ZWOLENNIKÓW. PIEKŁO TO MY.


Filozoficznie o codzienności. 2012-02-19

Kilka dni temu, sprzątając na strychu, znalazłam książkę. Zaintrygował mnie jej tytuł: "101 zabaw filozoficznych. Doświadczanie codzienności." Rogera-Pola Droit. Pojęcia nie mam skąd się wzięła, ale postnowiłam ją przeczytać. Jestem dopiero w połowie, jednak pewne wnioski nasuwają się same. Proste są to ćwiczenia, typu wizyta w kinie w środku dnia czy czekanie na autobus. Wręcz banalne. Ale... dzięki niej wiem na pewno, że nie nadaję się na filozofa. Żeby tak dogłębnie studiować każdy neuron i każdą najmniejszą komóreczkę swojego organizmu, trzeba się upiornie nudzić! A o samej książce? Jest dobrze napisana i dobrze przetłumaczona, czyta się całkiem nieźle i może być ciekawym doświadczeniem, szczególnie dla tych, którzy cierpią na nadmiar wolnego czasu, czyli jest  w sam raz na tę porę roku. Miłej zabawy z lekturą.


Do canislupus. 2012-02-19

Oświadczam bardzo stanowczo, że NIE SPAMUJĘ i miło byłoby gdybyś mnie przeprosił, choć zbytnich nadzei w tym względzie nie mam, ale poczułam się mocno urażona.


Do Andrzeja. 2012-02-17

Cieszę się, że wreszcie coś Ci się podobało.


Blog toja - toja. 2012-02-16

Tak sobie od kilku dni myślę o tym blogu. I o tym, że ten świat jest do kitu. A raczej nie świat i nie ludzie, tylko systemy. Bo dlaczego o ludzkim życiu ma decydować system? I dlaczego o jakości tegoż życia też on ma decydować? I niedobrze mi się robi, kiedy kolejny przedstawiciel tego systemu bełkocze patetycznymi zdaniami i wyciera sobie gębę Ojczyzną, honorem i bezwzględną wartością ludzkiego życia.


I są też akcje trwające przez okrągły rok i cykliczne zrywy społeczne, typu WOŚP. I chwała im za to! Za to, że ciągle im się chce i nie zniechęcają ich kłody rzucane pod nogi.


I są w tym wszystkim jednostki. Takie jak Autorka tytułowego blogu. I czuję się bezsilna, bo moja dusza chciałaby zrobić coś więcej niż tylko klikać na sponsorską stronę. I nie ma we mnie odwagi, żeby pisać do niej banały w stylu "wszystko będzie dobrze". I od kilku dni siedzę i myślę, co mogę zrobić? I nic mądrego nie przychodzi mi do głowy. I wściekłość mnie ogarnia na mnie samą.


Dlatego, proszę Was, zróbcie chociaż tyle: wchodźcie na blog toja - toja i klikajcie na sponsorską stronę.


 


Donikąd. 2012-02-15

Morze jest spokojne i ciche. Niebo przejrzyste jak woda, a promienie słońca załamują się na grzbietach fal.


Jest mi dobrze. Płynę sobie bez celu. Nie czekam na nic - moje serce to bryła lodu, moje oczy - kryształki lodowe, moje usta - płatki śniegu, a moje dłonie stopiły się pod grubą warstwą lodu.


Jest mi dobrze. Płynę sobie bez celu, nie czekam na nikogo i nikt nie czeka na mnie.


Eksperci? 2012-02-14

Odwieczne pytanie ludzkości: "mieć czy być?". Ostatni program pana Tomasza Lisa "odkrył" wreszcie prawdę, lub raczej dwie strony medalu:


1. Celebryta żeby mieć musi być (widziany).


2. Strzeżcie się przed takimi psychologami. Z dwojga złego niech pani Cichopek pozostanie sobie osobą medialną. W końcu nikomu tym krzywdy nie zrobi, a oglądać jej wcale nie ma obowiązku. Wystarczy nie gapić się w ogłupiający telewizor.


Za to we mnie zrodziło się kolejne ważkie pytanie: jaki u licha cel przyświecał wyżej wspomnianemu autorowi programu, żeby zająć się tym tematem i czemu akurat zaprosił takie szcowne grono "ekspertów"?


*** 2012-02-14

Nie mam żadnego stosunku do Walentynek, ale postanowiłam chociaż raz w życiu wpisać się w "owczy pęd". Niestety jedyne co nie trąci kiczem, i co "na szybko" przyszło mi do głowy to:


"My funny Valentine


Sweet, comic Valentine


You make me smile with my heart..."


Etc., etc. w końcu możecie sobie tego posłuchać. Miłego dnia Moi Drodzy!


 


Tematu nie będzie. 2012-02-12

Każda sekunda przybliża nas do śmierci. Truizm. I dlatego ciągle dziwię się wpisom, w stylu: "nudzę się!". Od najwcześniejszego dzieciństwa największą "zbrodnią" jaką mogłam popełnić, w oczach mojej babci, było takie właśnie stwierdzenie. Po latach ją zrozumiałam. Zresztą tresura z dzieciństwa spowodowała, że nie potrafię się nudzić.


Cholera, a tak naprawdę to od kilku dni próbuję się zmierzyć z tematem śmierci i nie potrafię! Przerasta mnie, bo za każdym razem powracają niechciane obrazy!


Czuję się pokonana i dlatego tematu nie będzie.


Do Piotra 2012-02-12

"Naturam expellas furca, tamen usque recurret." Horatius. I tłumaczenie, tak dla niewtajemniczonych, bo nawet byli studenci medycyny niekoniecznie uczyli się sentencji łacińskich: "choćbyś naturę wypędzał widłami, to ona zawsze powróci."


Stąd, być może, mój powrót do "kaktusa", albo jak On to nazywał " mój niedorozwój autyzmu". Tak czy inaczej drogi Piotrze brak ćwiczeń powoduje reaktywację mojej natury.


*** 2012-02-09

Patrząc wstecz widzę Świat. A kiedy patrzę do przodu widzę szarą ścianę. Najdziwniejsze, że z każdym dniem taki stan rzeczy podoba mi się bardziej.


??? 2012-02-06

Postawili ją zaledwie w 1889r. "na chwilę". Po 20 latach miała być zdemontowana. Ocalił ją telegraf bez drutu. Jest fenomenem. Dla jednych piękna, dla innych obrzydliwa. A jej największa niezwykłość polega na tym, że trudno już sobie wyobrazić to miasto bez niej, tak bardzo wrosła i wpisała się w jego krajobraz. Jest jego najbardziej rozpoznawalnym symbolem. Niektórzy nazywają ją "żelazną damą". Jakim cudem udało jej się zrobić tak oszałamiającą karierę? Bez względu na to, czy się komuś podoba, czy nie - ta dama ma osobowość. I na tym chyba polega cała tajemnica.


*** 2012-02-04

Ale bez względu na to, jaki bedzie wyrok w tej sprawie, uważam, że matka powinna w całości pokryć koszty całej akcji policyjnej, choćby miała spłacać to przez całe życie.


No i wreszcie mogę się odczepić od tego bardzo nieprzyjemnego tematu. Uff.


Brak komentarza ciąg dalszy. 2012-02-04

Przyjaciel przypomniał mi o tym, o czym zapomnialam w afekcie pisania. Druga strona medalu: depresja poporodowa, która może zdarzyć się nawet najcudowniejszej matce. Przez lata był to temat tabu, ale i teraz nie jest to temat chętnie poruszany. I GDZIE JEST TA CAŁA OPIEKA OKOŁOPORODOWA W POLSCE? W czarnej dupie! I lata świetlne dzielą nas od UE.


Prasa jak matoły powtarza za rządzącymi, że mamy największy niż demograficzny od czasów II wojny światowej. I jedyne co ich martwi, to, to kto będzie utrzymywał przyszłych emerytów? A po diabła ich utrzymywać skoro wszyscy płacą bebechy ZUSowi? Wystarczy nie kraść naszych pieniędzy! Zresztą w ramach walki z tymże niżem podnieśli stawki VAT na produkty dla niemowląt i dzieci. A gdzie są żłobki i przedszkola?


Cudowny kraj!


Brak komentarza. 2012-02-04

Nie tak dawno rozmawiałam z Klientem o tym jakie to mechanizmy uruchamiają się w człowieku, że tak bardzo kocha swoje dzieci i co powoduje, że jest dla nich w stanie skoczyć w przysłowiowy ogień? No cóż, w świetle tego, co działo się przez ostatnie dni w Polsce, w zestawieniu ze statystykami policyjnymi (a przecież za każdą cyferką stoi konkretny człowiek) NIE MAM KOMENTARZA!


Chociaż nie, mam. Co to jest do cholery za kraj, w którym osoby najmniej do tego powołane! decydują o tym co należy, a czego nie wolno uczyć w szkole? Czemu panuje tu taka obrzydliwa dulszczyzna, że nie rozmawia się z dziećmi o seksie? Czemu środki antykoncepcyjne są tak drogie, że młodych ludzi najczęściej na nie nie stać? Czemu dobre gatunkowo prezerwatywy są drogie? Czemu banda niedoróbek umysłowych decyduje o większości? I czemu ta większość się na to godzi?


Patologia będzie zawsze, ale w normalnym kraju chodzi o to, żeby było jej jak najmniej! I czasem trzeba "ruszyć gówno" nawet jeśli się ma świadomość, że śmierdzi i że można się nim pobrudzić.


Tym bardziej trzeba!


"Pokutująca Magdalena." 2012-02-03

Jedno wiem na pewno: nie chcę być niedźwiedziem polarnym! Nigdy! Jestem już tak zmęczona tą pogodą, że nic tylko zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Być może dlatego od kilku dni mam przed oczami "Pokutującą Magdalenę" zw. "Terff" - tę z Luwru, Georges'a de La Toura.


Rówieśnik Poussina, Lotaryńczyk, równie znakomity jak Poussin, a jednak przez wieki znany tylko nielicznym. "Odkryty" ponownie dopiero w 1934r. podczas wystawy w Paryżu zatytułowanej "Peintres de la Realité". Jednak prawdziwą sławę zyskał dzięki monograficznej wystawie w 1972r. również w Paryżu. Ciągle niewiele o nim wiadomo. Istnieją trzy wersje obrazów z Magdaleną pędzla La Toura. Ja jednak najbardziej lubię tę z Luwru. Wszystkie należą do tzw. serii "nokturnów". Jego Magdalena jest tajemnicza, jak zresztą większość jego dzieł. Zresztą "nokturny" też są inne niż u Caravaggia czy Rembrandta, choć właśnie do Caravaggia najczęściej jest porównywany. A jednak jest inny. Dlaczego? Bo formy jakie wydobywa z mroku są inne, bliskie formom geometrycznym, nawiązując tym samym do Fouqueta, czy Piera della Francesca. Równocześnie jest mistrzem światła. I właśnie to "kubizowanie" formy, swoisty archaizm z nowatorskim potraktowaniem światła, pochądzącym najczęściej od jednej, palącej się jasnym płomieniem świecy, tworzy niepowtarzalną cechę jego malarstwa. Przy okazji nie wolno zapomnieć, że tworzył w okresie Baroku, co czyni jego malarstwo jeszcze bardziej fascynującym. Brak w nim nieistotnych szczegółów, brak barokowej ruchliwości postaci, którą ja zwykle nazywam nie zdiagnozowanym ADHD, jego paleta kolorystyczna jest jednostronna i nie da się w niej znaleźć błękitów, ani zieleni, w klasyczny sposób położone są farby. Jego malarstwo jest dostojne dzięki prostocie.


Zmusza do zatrzymania się i do zastanowienia. Magdalena z ludzką czaszką na kolanach, spokojna i zagłębiona w rozważaniach, rozmyśla nad kruchością ludzkiego życia, nad przemijaniem - jedyną sprawiedliwością, taką samą dla biednych i bogatych.


Do skullwiela. 2012-02-03

Dzięki za rady. Naprawdę. I do którejś z nich się zastosuję. A co do zdystansowania się: oczywiście, jak wszyscy, mam z tym kłopot, bo to zawsze jest trudne, to po pierwsze, a po drugie najtrudniej jest się zdystansować do dzieciństwa właśnie.


Dylemat moralny. 2012-02-02

Czuję się rozdarta jak ta sosna u Żeromskiego. Powód - moja kuzynka. Mam ją jedną, jedyną. Wychowywali nas ci sami dziadkowie i zawsze chcieli żebyśmy były sobie bliskie. Pomimo tego, że jestem od niej o 11 lat młodsza, to zawsze ja jej ustępowałam. Wręcz schodziłam jej z drogi, a specjalnego wyboru nie miałam, bo życie w centrum dużego miasta, w starej kamienicy, wielkich mozliwości nie stwarzało. Dlatego zwyczajnie czmychałam w najbliższy kąt i czekałam cierpliwie aż jej się humor poprawi. Tak było przez całe dzieciństwo. Być może to właśnie wtedy wyrobiłam w sobie tę cechę, która stała się u mnie odruchem bezwarunkowym: Dosia ma zły humor trzeba jej ustąpić. Co prawda przestałam się już chować po kątach, ale robiłam wszystko żeby jej nie denerwować. Problem w tym, że wahnięcia nastrojów ma tak częste jak zmiany pogody w kwietniu - w jednej chwili jest milutka, cudowna i słodka, a sekundę później wali gradem wściekłości po oczach. Obłęd! W ten sposób tresuje nie tylko mnie, ale wszystkich dookoła, z własnymi dziećmi włącznie. Ulżyło mi kiedy wyemigrowali do Kanady. Za to jej wyraźnie zaszkodziło. Stała się jeszcze większą cholerą. Kiedy padła propozycja wyjazdu na wakacje do Kanady odmówiłam, stwierdzając, że Kanada dla nas obu jest za mała. Jednak zawsze miałam z nią kontakt: telefoniczny, mailowy, ich wizyty w Europie i w Polsce... do zeszłego roku, kiedy doprowadziła mnie do szewskiej pasji i zerwałam wszelkie kontakty, wypisując siebie z rodziny. Wtedy wreszcie poczułam się wolna i radość mnie ogarnęła, że udało mi się zerwać ostatnie kajdany dzieciństwa.


Podczas wymuszonego okolicznościami spotkania rodzinnego, mama Dosi, zaczęła mnie namawiać na pogodzenie się. No i mam dylemat. Bo z jednej strony moje wypisanie się z rodziny było wynikiem wieloletnich maleńkich kropelek drążących skałę i nie zaistniało żadne spektakularne wydarzenie, które by wywołało taką moją reakcję. Z drugiej strony mój system immunologiczny broni się przed powrotem do sytuacji "sprzed", z trzeciej jest mi jej żal, z czartej strony nie chcę, a z piątej głos wewnętrzny mówi mi, że znowu powinnam ustąpić. I trwam sobie w tym rozdarciu od trzech dni, i wściekam się na siebie, że nie potrafię podjąć decyzji, i odkładam jej podjęcie, co powoduje jeszcze większy stres. Błędne koło.


Pan Mróz. 2012-02-01

Jeszcze tak się nie zdarzyło, żebym w jednym dniu, prawie o tej samej godzinie, w dwóch różnych miejscach miała dwa pogrzeby. A jednak taka przypadłość dopadła mnie w ostatni poniedziałek. Oczywiście pojechałam na jeden. Pogrzeb się odbył, pomimo trzaskającego mrozu. A skutek uboczny - dopiero dzisiaj udało mi się otworzyć oczy. Wczoraj byłam ślepa jak kret, no może nie tyle ślepa, co z powodu alergii na zimno moje powieki przypominały sztucznie pędzone bułki - nadmuchane do granic wytrzymałości skóry.


Gdybym była wrednie złośliwa to odszukałabym tego pana doktora od siedmiu boleści, który wyśmiał mój pomysł, stwierdzając, że alergia na zimno jest niemożliwa. Ciekawe co miałby do powiedzenia teraz?


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]