etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Skóra jak cebula. 2012-03-30

Pamiętacie może takie zdanie ze "Shreka":


"-Ogry są jak cebula, cebula ma warstwy i Ogr ma warstwy..."


O warstwach Ogrów nie będę się wypowiadać, bo nic o nich nie wiem. Ale cebula rzeczywiście ma warstwy. Skóra też je ma. I od następnego wpisu będziemy się tym warstwom przyglądać po kolei.


Wstęp. 2012-03-29

Jest integralną częścią nas. Nieodłącznym elementem naszej osoby. Naszym naturalnym i najwspanialszym garniturem. Rodzimy się w nią przystrojeni, towarzyszym nam przez całe życie i umiera razem z nami. Nasza skóra. Nasza wizytówka. Nasze naturalne dobro. Dlaczego więc częściej bardziej dbamy o garnitur od Armaniego, czy kieckę od Chanel niż o nią? Fakt, możemy ją zamaskować tymże garniturem lub sukienką, ale czy do końca? Ta zasada sprawdzi się tylko wtedy, gdy do garnituru dołączymy papierową torbę na twarz.


Skóra jest pamiętliwa. Może być naszym najlepszym przyjacielem lub największym wrogiem. Wszystko zależy od nas, bo ona zawsze, po stokroć oddaje nam to, co w nią zainwestujemy. Dbamy o nią - odpłaca sie pięknym i zdrowym wyglądem. Nie dbamy - cierpliwie czeka, a potem zemści się. Zawsze. Od tej reguły nie ma wyjątków.


Racjonalne dbanie o jej kondycję wcale nie jest takie kosztowne, jak mogłoby się wydawać. I żeby wszystko było jasne, dostępne jest dla każdego. Bo w każdym przedziale cenowym można znaleźć dobre i skuteczne metody jej pielęgnacji. Ale trzeba to robić z głową. A żeby tak się stało musimy rozumieć przynajmniej podstawowe zasady funkcjonowania naszego organizmu i wpływy zewnętrzne oddziałujące na nasz organizm.


Tak więc w kolenych notkach skupię się na ludzkiej skórze i jej problemach.


Photoshop. 2012-03-29

Przedstawiciele niktórych państw wyruszają na wojnę z photoshopem. Od kilku dni zastanawiam się czy słusznie?


Człowiek od zawsze szukał ideału piękna, zmieniały się tylko jego kanony, inne w starożytnej Grecji, inne w Renesansie, a jeszcze inne w Baroku. Żadne odkrycie. Różnica polega na tym, że poprzednie epoki wymagały talentu, aby tenże kanon wypracować. Teraz wystarczy kupić oprogramowanie i każdy może być "twórcą". A taki drobny fakt, że w ferworze walki dorobią komuś trzecią nogę, lub zapomną o pępku? Drobiazg. Najważniejsze, że po przeróbkach jest "pięknie" jak w plastikowym świecie Barbie. Ale już całkiem serio: czy realistyczna sztuka starożytnego Rzymu była wartościowsza od greckiej klasyki? Nie była. Być może, gdyby posiadała talenty na miarę Fidiasza... ale nie posiadała, więc i rozważania są bezprzedmiotowe.


Poprzednie epoki miały Diwy, czczone niczym boginie. I nieważne, czy taka Diwa miała prawdziwy talent sceniczny, czy tylko talenty rodem z alkowy, bo nikt jej nie podejrzewał o "nogi sarenki" czy skórkę pomarańczową. Zresztą w obu przypadkach suknie do ziemi skutecznie załatwiały problem. Teraz tak dobrze nie ma. Nie dość, że plaże i ciepłe morza kuszą, celebryckie imprezy też spod ogona nie wypadły to jeszcze grasują stada fotoreporterów. Trudno sie dziwić, że tak "doniosłe" wydarzenia i tempo w jakim znikają z horyzontu wymagają szybkich działań, które pozwolą je "uwiecznić". I photoshop znakomicie sie sprawdza.


Sprawdza się także w reklamach, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że byle jaki krem, za 20PLN z drogerii potrafi zdziałać cuda. Dla opornych informacja na marinesie: NIE POTRAFI! Ostatnio jeden z takich "cudownych" specyfików reklamuje jedna z naszych najlepszych aktorek. Aż dziw, że dała się w to wmanewrować! ?Uczulają te kosmetyki średnio 70% osób, które ich spróbowały. Ale co tam, w reklamie jest pięknie! A jeśli ktoś uwierzy i kupi - mała strata, co najwyżej kilka dni swędzącej wysypki. W większości przypadków działania photoshopa w tym zakresie są pożyteczne. Walczy ktoś z cellulitem i coraz to próbuje kolejny "cudowny" specyfik i wciera i wciera i... nic. Jasne, że nic, bo o cellulicie też trzeba wiedzieć to i owo. Preparaty na rozstępy - jeszcze lepsze.


Jednym słowem, jak już kiedyś wspominałam, każda wiedza się przydaje. I wcale nie wymagam od społeczeństwa, żeby się znało na wszystkim! Ale wiem jedno: żeby toczyć zwycięskie bitwy z własnym wyglądem trzeba to robić z głową, wiedzieć, że istnieje coś takiego jak dermatologia, endokrynologia, wolumetryzm, medycyna estetyczna, kosmetyka i jeszcze parę innych "drobiazgów". Bo bez tej wiedzy nie pozostaje nam nic innego jak tylko...photoshop.


Drobna zmiana. 2012-03-28

Rzadko tutaj ostatnio zaglądam - fakt. Ale postanowiłam, że TEN blog będzie grzeczny i poukładany. Za to wszystko to, co bezpośrednio mnie dotyczy przeniosłam na drugiego bloga. Dlaczego? Głównie dlatego, że zaczęłam czuć się jak w klatce. Męczyły mnie już pytania bliższych i dalszych krewnych, przyjaciół i znajomych królika: dlaczego? jak? po co? I doszło do sytuacji, w której zastanawiałam się godzinę, zanim coś napisałam. A blog zaczynał się robić coraz bardziej przekalkulowany i ugrzeczniony - taki nie mój. A skoro tak... to zmiana jego koncepcji jest nieunikniona, bo tylko dzięki temu będę w zgodzie ze sobą, a on nie będzie sztucznie plastikowy. I ciekawe czy Wam się spodoba?


Keks, czyli placek z różnosciami. 2012-03-25

Już mi trochę lepiej, dzięki za troskę. Co dziwne mój były klient się odezwał - witam Pana Andrzeja.


Ostatnio o mało na zawał nie padłam. Szłam sobie do sklepu wieczorkiem, a tu w poprzek jezdni coś kica. Żaba to była. Po jakie licho przeprawiała się na drugą stronę - nie zgadnę. Samochody jeżdżą jak oszalałe a ona sobie kica. I sama nie wiedziałam co mam zrobić? Stanąć na środku jezdni, czy pozwolić, żeby coś ją rozwałkowało? Nie przepadam za żabami, ale w końcu to teź stworzonko, które czuje. Okazało się jednak, że żaba jest lepsza od samochodów. Przyczajała się, kiedy jechały, a przerwy wykorzystywała na kicanie. Kibicowałam jej i próbowałam podjąć decyzję. Zanim mi się udało żabcia była już po drugiej stronie cała i zdrowa. Ale nerwów mnie kosztował co niemiara.


Czytam sobie książkę dla relaksu. Perełki tam są co kawałek - wynik nieuważnego druku. Ostatni na jaki się natknęłam brzmi następująco: "... w dobrej wierzy...". No powiem Wam, że przez chwilę zmartwiałam. Chodzi o wieżę, czy o wiarę? Niby takie nic,a cieszy.


Pora wrócić do rzeczywistości - Klient mi właśnie przyjechał.


*** 2012-03-20

No to jestem sobie w czarnej dziurze, a ponieważ jak na razie nie widzę sposobu wychynięcia z niej, więc posiedzę sobie w tej "czarownej" otchłani. Ergo - notki nie będzie, bo obiecałam, że nie będę marudzić.


A jednak. 2012-03-18

Okazuje się, że zaczynam tracić cierpliwość. Do potencjalnych klientów. Przed chwilą odbyłam bardzo pouczającą rozmowę. Dzwoni telefon. Odbieram:


- Ten masaż całego ciała to? - i cisza. Zanczy moja kolej.


- Nie bardzo rozumiem o co pan pyta?


- No o ten masaż całego ciała...


- I co z nim?


- No co to jest?


Jak słowo daję, taka rozmowa trwała przez dłuższą chwilę. W kółko to samo: co to jest masaż całego ciała? I niech ktoś mądry, z łaski swojej, podpowie mi, które z trzech słów wymaga tłumaczenia z polskiego na nasze? Ja bardzo przepraszam, ale się poddaję. Nie nadaję się, nie ogarniam, nie potrafię się przystosować to rozwoju umysłowego pantofelka. Nie mój świat i mam dosyć.


*** 2012-03-18

Strasznie trudny to był tydzień, w którym działo się tak wiele różnych spraw, że ledwo wystarczało mi czasu i energii, żeby je ogarnąć. Poza wszystkim, jakiś czas temu, strzeliłam sobie samobója , z którym teraz muszę coś zrobić. Właściwie im szybciej tym lepiej. Pytanie tylko czy potrafię? No ale wracam do Was tak czy inaczej. I mam nadzieję, że nie bardzo będę marudzić. A przynajmniej się postaram.


*** 2012-03-11

Bardzo piękny wywiad z panem Adamem Gesslerem. Podpisuję sie pod nim wszystkimi czterema łapami i jeszcze sobie od kogoś pożyczę kilku i też się nimi podpiszę!


Do Klienta. 2012-03-11

Oj, oj , ale się porobiło. Muszę to jakoś usystematyzować. Po pierwsze dziękuję Wszystkim, którzy życzyli mi szczęśliwego Purim. Po drugie, drogi Kliencie, jasne, że świat taki nie jest. I chwilami tego żałuję, ale zaraz potem uświadamiam sobie jak byłoby koszmarnie, gdyby taki był: "bułkę przez bibułkę", ugrzeczniony, słodki, mdły i koszmarnie nudny. To chyba najlepiej ujął Miron Białoszewski "W pracowni".


Ale też, i myślę, że tu jest clou całej sprawy, niektórzy ludzie są mili i dobrzy z natury. Tak zostali zaprogramowani. Inni, do końca tacy nie są, ale bardzo chcą być, ciężko nad sobą pracują i to trzeba docenić. A jeszcze inni są po prostu dobrze wychowani, ale tego akurat Tobie tłumaczyć nie muszę.


A ze swojego punktu widzenia, bardzo osobistego, cieszę się, że tacy właśnie są, Ci, którzy piszą do mnie w tych komentarzach.


Purim. 2012-03-06

Już tylko malutki kroczek dzieli nas od Purim. Najradośniejszego święta. I mojego ulubionego. I wcale nie z powodu micwot z nim związanych, choć przyznaję, że one też są radośnie sympatyczne.


Kiedy dopada mnie najczarniejsza z nocy, która nie chce się skończyć, tylko Zwój Estery potrafi rozpalić w mojej głowie światełko nadziei, że życie to nie jest jakiś bezsens, który zdarzył się przypadkiem, ale że jest w tym konkretny paln. A że ja go nie rozumiem? Że nie wiem dlaczego jestem w tym, a nie w innym miejsu i czasie?


Kiedyś się dowiem!


BO NIC NIE DZIEJE SIĘ PRZYPADKIEM!


I właśnie ta pewność rozświetla mroki nocy.


Hum, hum. 2012-03-04

Ale się porobiło. Musiałam odespać nocny sajgon myślowy. I co mi z tego wyszło? Coś strasznie dziwnego: parę dni temu napisałam, że jestem jak mamut. Ostatniej nocy wymyśliłam, że czuję się jak gęś wyścigowa na testach. A parę minut temu obudził mnie telefon. Konkluzja rozmowy z przyjacielem była następująca: "... ale jedno co jest pewne, to to, że zna sposób na złamanie cię w kłębie..." O ile ja coś wiem, to tak się mówi o koniach.


Wniosek: okazuje się, że jestem jakąś straszną mutacją genetyczną.


O oswajaniu. 2012-03-04

Trochę się boję, żeby nie zagłaskać kota na śmierć, dlatego o toja-toja inaczej.


"(...) - No tak - powiedział Lis. - Jesteś jeszcze dla mnie małym chłopcem podobnym do stu tysięcy małych chłopców. I nie jesteś mi potrzebny. I ja także nie jestem ci potrzebny. Jestem dla ciebie tylko lisem podobnym do stu tysięcy lisów. Ale jeśli mnie oswoisz, będziemy siebie na wzajem potrzebowali. Ty będziesz dla mnie jedyny na świecie. Ja będę dla ciebie jedyny na świecie...


(...) - Poznaje się tylko to co się oswoi  - powiedział Lis. - Ludzie nie mają teraz czasu, żeby poznawać. Kupują rzeczy gotowe w sklepach. Ponieważ zaś nie ma sklepów, gdzie by sprzedawano przyjaciół, ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela oswój mnie!


(...) - Byłoby lepiej, żebyś zawsze przychodził o tej samej godzinie - powiedział Lis. - Jeśli na przykład masz przyjść o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę być szczęśliwy. Z każdą następną minutą będę szczęśliwszy. O czwartej już będę niespokojny i podniecony: poznam cenę szczęścia! Ale jeśli będziesz przychodził nieregularnie, nie będę nigdy wiedział, kiedy mam już serce gotowić... Wszystko wymaga obrzędów.


(...) - Ludzie zapomnieli tę prwadę - powiedział Lis. - Ale tyś nie powinien jej zapomnieć.


 Na zawsze będziesz odpowiedzialny za to, coś oswoił.(...) "


Wszyscy oczywiście wiedzą czyje to i z jakiej książki, ale dla porządku: Antoine de Saint - Exupéry, "Mały książę"


 


Obietnica. 2012-03-04

Ostatnio coś obiecałam i muszę dotrzymać. Z niczym to nie jest związane, w dodatku postaram się myśl przewodnią rozwinąć. A więc: faceci są wzrokowcami. Co z tego wynika? Trochę różnych rzeczy:


1. Nie łudźcie się, Drogie Panie, że facet, nawet po zaobrączkowaniu, da się wpisać w dulszczyznę. Niestety ciągle takie przekonanie pokutuje w Polsce. Przed ślubem się staracie, a po już niekoniecznie. Największy błąd, bo facet nawet jeśli mówi, że ceni Wasze wnętrze (co czasem im się zdarza) to z przyjemnością patrzy na zadbaną kobietę. Jedno drugiego nie wyklucza. Jednak najczęściej ceni Wasz wygląd.


2. Jeśli takie ogólne rozmemłanie trwa, to co odważniejsi poproszą o rozwód, a reszta będzie paść oczy poza domem.


3. Nie ciesz się rodzaju męski, bo to wcale nie oznacza, że macie przewagę. Facet w stylu Kiepskiego jest obiektem pożądania tylko dla bardzo kiepskich gustów. A opinia, którą uporczywie się zasłaniacie, ta o macho... hi,hii, hiii... między bajki włożyć. Na macho to Wy się możecie co najwyżej wystylizować, ale ostrzegam to jest znacznie trudniejsze niż normalne, regularne dbanie o siebie.


Wiosna nadciąga, więc najwyższy czas Panie i Panowie wziąć się za siebie!


Obawiam się, że nie tak sobie wyobrażał, proszący mnie, o to zdanie przewodnie. I chyba nie przewidział, co z tym mogę zrobić. Choć akurat jego się nie czepiam. Zadbany jest, a ta śnieżnobiała koszula ze spinkami ciągle stoi mi przed oczami.


*** 2012-03-04

Znowu jestem kosmicznie ogłupiona. Czy to naprawdę musi być stan permanentny???


*** 2012-03-03

Osobiście też czuję się rozczarowana. Widocznie na wymarcie trzeba sobie zasłużyć. Jednym słowem nie ma lekko i jeszcze trochę pomęczę. À propos akcji Canislupusa: ja to robię od dawna, z tym, że mam przesunięcie od piątku wieczorem do soboty wieczorem - wiecie Panowie - Szabas.


*** 2012-03-02

Dzisiaj czuję się jak mamut, na chwilę przed wymarciem...


Dlatego "mądrej" notki nie będzie, a na głupią nie mam wystarczającej ilości energii.


*** 2012-03-02

Nie do końca się zgadzam w kwestii tych samochodów. Otóż psują się wszystkie, tylko jedne częściej, a inne rzadziej. I co na przykład mają powiedzieć właściciele BMW, które jak wiadomo nie są włoskie, ani francuskie, które stoją częściej niż jeżdżą, z powodu właśnie tej cholernej elektroniki? Kupowane w salonie, nowe jak "świeże bułeczki".


Panowie, ja się z Wami ZGADZAM W 100%. ZACZYNAMY OD MAŁYCH KROCZKÓW i JEDNOSTKOWYCH PRZYPADKÓW.


W odpowiedzi. 2012-03-01

No i co, ja biedna, mam na takie argumenty odpowiedzieć? Świata nie uzdrowię i tego akurat jestem w pełni świadoma, ale próbować muszę.


A nie masz Ty czasem wrażenia , drogi Kliencie, że nasze życie byłoby prostsze bez tych wszystkich Sony, bez tych wiecznie dopadających nas telefonów komórkowych, poczty elektronicznej, GPS i całej tej reszty elektroniki? Dawniej jeździły sobie po drogach najzwyczajniejsze "maluchy", syrenki i duże fiaty i nie psuło się to, a teraz samochód naszpikowany elektroniką staje jak wół na środku skrzyżowania.  W serwisie okazuje się, że "teoretycznie" nic mu nie jest i jechać powinien - a że nie jedzie? No cóż. I czyja to wina jak nie Japończyków?


A tak na poważnie: nie czepiam się Japończyków - są jacy są - a różnorodność na tym świecie jest niezbędnym składnikiem, czepiam się tylko niektórych zachowań, bo one nie przystoją homo sapiens.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]