etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Sąsiedztwo. 2013-08-27

Miałam ja sobie sąsiadkę, panią w wieku mojej mamy, którą jej drugi mąż rozkosznie nazywał Aniołeczkiem. Długo tym mężem nie był, odpłynął w nieznanym kierunku. Widocznie życie z Aniołeczkiem to nie taka prosta sprawa jak mogłoby się wydawać. Nie mój problem. Moim nieszczęściem był tembr głosu Aniołeczka. Wwiercał mi się w mózg i robił tam spore spustoszenie. Widocznie byłam uczulona, wiec nic dziwnego, że ucieszyła mnie wieść, że pani sprzedaje dom i opuszcza ten uroczy zakątek. No i mam! Mam sobie nowych sąsiadów, których jeszcze na oczy nie widziałam. Nie w tym rzecz. Otóż nowi sąsiedzi mają psa. Bardzo rasowego kundla, ale to nie jego wina, że urodą nie grzeszy. I ja naprawdę lubię zwierzęta, a psy szczególnie mocno we mnie tkwią, ale ten przypadek mam ochotę pogryźć! Wszystko się we mnie gotuje, bo od trzech dób, w dzień i w nocy słyszę ujadanie głupka. Drze się na wszystko: na samochody, na rowery, na ludzi, a jak w nocy brakuje obiektów to chyba na drzewa. I teraz bardzo tęsknię za poprzednią sąsiadką, bo ona przynajmniej nocą robiła sobie przerwy w ujadaniu.


Aniołeczku wróć!


Dojrzałe lato. 2013-08-25

Ma specyficzny zapach i smak, ale przede wszystkim jedyne i niepowtarzalne światło i kolor. Pęcznieje, zanurzając nas w nim, jak w słodkiej i gęstej kropli miodu. Taka feeria barw aż odurza: cynobrowe, czerwone i pomarańczowe dalie i cynie, żółte słoneczniki, fioletowe i chabrowe lobelie, delikatnie różowe, amarantowe i karmazynowe róże. Jabłka rumieniące się na drzewach, dojrzewające jarzębiny, białe rumianki, żółte oficerki - tak przynajmniej nazywała je moja babcia.


Głęboka zieleń drzew i czerwone pomidory.


Błękitne niebo znaczone delikatnie białymi, pierzastymi chmurkami.


A wieczorem, kiedy złota kula słońca opada nisko nad horyzont jeszcze ostatnim tchem blasku srebrzy pióropusze traw.


Cuda!


Niedzielny poranek. 2013-08-25

Wyszłam do ogrodu wypić poranną kawę. Słońce świeci, delikatny wiaterek szeleści bambusem. Poza tym cisza. Siedzę i napawam się nią. Po chwili czuję, że ktoś się na mnie gapi. Intensywnie. Tylko kto, skoro jestem tu zupełnie sama? Jednak wyraźnie czuję świdrujące spojrzenie wbite w moje plecy. Oglądam się. Nic. Gąszcz krzaków na sąsiedniej, zapomnianej przez właścicieli działce. Próbuję się odprężyć, ale to uczucie mnie prześladuje. Odwracam się, tym razem w drugą stronę i widzę bursztynowe oko wpatrzone we mnie. Jedno, bo drugie zasłaniał mi krzak. Wychyliłam się i zobaczyłam cudownej urody, wielkiego, rudego kota. Siedział tam i najwyraźniej z nudów przyglądał się moim plecom. Pogadaliśmy chwilę, choć w zasadzie był to monolog z mojej strony. Kiedy już uznał, że dostatecznie go skomplementowałam wstał, zadarł kitę do góry i powolnym krokiem odszedł w sobie tylko wiadomym kierunku - jak to kot. Przyznaję, że mi ulżyło, bo przez krótki moment myślałam, że zwariowałam.


Jestem głupia. 2013-08-18

Ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że jestem po prostu głupia. Głupia jak but, jak kilo gwoździ i co tam jeszcze kto sobie życzy. Tak zwyczajnie i banalnie głupia - bo jeżeli dwa plus dwa daje mi raz pięć, raz trzy a czasem dwanaście to nie ma bata - muszę być idiotką. I najwyższy czas się z tym pogodzić. I być może dlatego mój umysł nie potrafi znaleźć ukojenia w ... . Nie, zaraz, jaki umysł? Móżdżek co najwyżej, bo o ile ja cokolwiek pamiętam, to on odpowiada za podstawowe funkcje. Przy czym tego też nie mogę być pewna. Jednym słowem  - jedyny pewnik jaki w tej chwili mam to absolutny brak pewników.


Cóż za "optymistyczny" akcent tego "czarownego" wieczoru.


Do Open. 2013-08-15

Możesz się uspokoić:). Miałam, ale wprowadziłam sobie autocenzurę. Mam dziką ochotę się wykrzyczeć...i znowu samokontrola nakazuje mi tylko pójść z Karmelem na spacer. Ech życie... 


Pesymizm vel realizm. 2013-08-15

Prawie dwa lata upłynęły od momentu kiedy rozpracowywałam swój pesymizm. I dalej jestem w tym samym miejscu, co wtedy. Jedyna różnica polega na tym, że teraz już wiem - to nie jest pesymizm tylko realizm. Typowy pesymista ma następujący stosunek do życia: "...eee, to mi się nie uda...", "a po co cokolwiek zaczynać skoro wiadomo jak się to wszystko skończy...", " z góry wiadomo, że nic z tego nie będzie..." etc., etc. No właśnie, w przypadku typowego pesymisty słowa kluczowe to " z góry wiadomo, że...". A taka nie jestem. Za to jestem realistką. Wiem jak hula ten świat i wiem wystarczająco dużo o ludziach, żeby postrzegać wiele sytuacji w mało sympatycznym kolorze brei. I naprawdę o niczym tak nie marzę, jak przyznać wreszcie, że się pomyliłam w moich ocenach i że nie miałam racji. Wtedy jestem gotowa, w ramach przeprosin, w najbardziej wyszukany sposób "odszczekać" to co "krakałam". Jak na razie obiecałam, że przestanę się tak upierdliwie czepiać, od czego mnie samej zrobiło się trochę lepiej, bo w końcu swojej upierdliwości nienawidzę serdecznie, i stanę się biernym obserwatorem rozwijającej się sytuacji. To też ma swoje plusy. Jak na pesymistkę, to chyba nieźle?


Ale ta obietnica, jak wszystko, ma dwie strony medalu.  Ja boję się tylko jednego: że dokładnie za rok o tej porze powiem "a nie mówiłam...".


Natręctwo myśli. 2013-08-12

Czy to z powodu ciśnienia, czy prześladującej mnie od wczoraj natrętnej myśli? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne: moja percepcja została dzisiaj mocno zakłócona. I mam na to dowód. Według wszelkich znaków ( wiem, bo sprawdziłam ) jest dzisiaj 12 dzień sierpnia. Polska. Środek lata. I właśnie dzisiaj moje cudowne oczęta zobaczyły taki oto obrazek: pustą ulicą idzie człowiek z łopatą do odśnieżania. Nie pomyślałam nic. Po długiej chwili zastanowiło mnie dlaczego jego łopata jest czarna, skoro moja jest żółta? Najwidoczniej mój mózg uznał, że jest rzeczą zupełnie normalną widzieć w pełni lata ludzi z łopatami do odśnieżania. Po chwili ten sam człowiek, przy pomocy wspomnianej już łopaty zaczął zbierać suche liście z chodnika. Całe kilogramy suchych liści. Pakował je do wielkiego pudła, upychał, ugniatał... . Dalej nic nie pomyślałam. Dopiero po jakiś 10 minutach spłynęło na mnie olśnienie na co patrzę! Łopata do odśnieżania w środku lata! Miliony suchych liści w środku lata! I w dodatku jakie licho je przyniosło skoro na drzewach pełno zielonych liści, listeczków, listuni?


Jeden prosty wniosek nasuwa się sam: NATRĘTNA MYŚL JEST SZKODLIWA DLA ZDROWIA. Tylko jak się jej pozbyć? Oto jest pytanie.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]