etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Do Słonka. 2014-03-30

Pytasz mnie "czy jest mi z Tobą dobrze?"


W szarej godzinie jesteś promieniem słońca.


Jesteś Don Kichotem, który walczy z moimi strachami.


Jesteś jaki jesteś i chcę, żebyś taki pozostał.


O wiele lepiej ode mnie wyraził to Marek Argentariusz:


"Eufrante. Jedna to więcej dla mnie niż dziesięć. Tyle jest gwiazd, wszystkie zwycięża jedyna pochodnia księżyca."


Znękania ciąg dalszy. 2014-03-11

Oglądaliśmy dzisiaj kolejny dom. Według pani z agencji nieruchomości "dom z potencjałem": może być dla dwóch rodzin, lub dla rodziny plus możliwość prowadzenia działalności gospodarczej. Jakiej działalności?! Chyba rozpleniania komarów w sezonie!


Jak słowo daję, twórczość ludowa nie zna granic, ni kordonów!


Jakich liści dębu, twórca projektu, się napalił, pojęcia nie mam, ale że mu zaszkodziły to widać gołym okiem. W dodatku, dochodzę do wniosku, że fleja jedna, sama myć się nie lubi, to jeszcze misję życiową posiada. Jest mianowicie, ten" projektant" fundamentalistą - sam się nie myje, ale mało mu tego i innym ułatwiał nie będzie. A co! Wolno mu.


Jedyną łazienkę, cholernik, w piwnicy upchnął i jeszcze przez kotłownię trzeba się przedrzeć, żeby z dobrodziejstw cywilizacji skorzystać. 


Za to w ubikacji jest odpowiednia klapa w podłodze, można ją sobie otworzyć i z rozpaczy ( że się "ten potencjał" kupiło) skoczyć na główkę.


Bardzo też bym chciała zadać pani z agencji jedno pytanie:


gdzie ona, do cholery, ten" potencjał" widziała?


I jeszcze jestem w stanie zapłacić jej, gratis, za rozrysowanie mi jak w tym "czymś" ma mieszkać jedna rodzina, bo możliwości dla dwóch mój umysł nie ogarnia!


Niestety dzisiaj pani nie zaszczyciła nas swoją obecnością. Ale spokojnie, przy okazji, złożę jej wizytę i zapytam.


Jak to Home Brokerem było albo qui pro quo. 2014-03-09

Czy myślicie, że z Home Brokerem było jak "ze lnem" u Konopnickiej? No to sprawdźmy.


Znękana czytaniem ogłoszeń, postanowiłam sama umieścić takowe pod hasłem "kupię". Nie musiałam długo czekać. Zadzwoniła do mnie pani z centrali Home Brokera. Rozmowa była długa, pani bardzo szczegółowo wypytywała mnie o nasze potrzeby lokalowe i preferencje - pełen profesjonalizm. Już wtedy powinnam się głęboko zastanowić, bo jak wiadomo "profesjonalizm" w polskim wydaniu budzi mój głęboki sprzeciw, ale nie, idiotka jedna, dałam się wkręcić. Umówiłam się w oddziale HB na rozmowę z konsultantem we wtorek, na godzinę 17.00. We wtorkowy poranek pani zadzwoniła ponownie, podając mi imię i nazwisko doradcy, który miał nas obsługiwać, z zapewnieniem, że pan będzie miał przygotowane oferty. O godzinie 17tej byliśmy w siedzibie firmy.


Znam swój niedowład mózgowy związany zapamiętywaniem ludzkich nazwisk, dlatego jeśli to możliwe, staram się zapamiętywać je przez skojarzenia. Imiona natomiast zapamiętuję bez pudła. Zresztą w tym przypadku z nazwiskiem też nie miałam problemu - nazwa miesiąca, sama radość dla mnie.


Pani w recepcji zadała nam standardowe pytanie: po cholerę przyleźliśmy, mówię więc, że jesteśmy umówieni z panem Maciejem... i tu się zacukałam: Majem czy Czerwcem? Pani ochoczo podpowiedziała mi, że mam do wyboru: Maja albo Pieronika. Zdecydowanie Maj, bo Pieronika kojarzyłabym z Toruniem, a nie z kalendarzem. 


Pani poprosiła żebyśmy usiedli i poszła po doradcę. Wróciła po chwili, z informacją, że pana Maja nie ma. Warknęłam. Pani lekko spłoszona, poprosiła mnie o numer telefonu. Nie wiem, po diabła jej to było, ale podałam. Pani znowu zniknęła i po chwili wróciła z informacją, że to jednak nie pan Maj tylko pan Pieronik jest naszym doradcą. Lekko mnie tym skołowała, ale nie będę się spierać. Zostaliśmy doprowadzeni do miejsca, w którym czekało na nas dwóch panów: pan z laptopem i notatnikiem i drugi bez. Z laptopem - pan Maciej doradca nieruchomości, pan "bez" - doradca finansowy. Tak się przedstawili.


Skomentuję to w ten sposób. Otwierać strony internetowe potrafię sama. Z czytaniem, na ogół, też nie mam problemu, po diabła więc była mi wizyta w HB? Nie wiem.


Niuniuś od finansów też był nam potrzebny, jak dziura w moście, bo z jego usług korzystać nie zamierzaliśmy, mógł więc pójść sobie do czorta. Teraz już wiem, że nie mógł. Jedną ofertę pan znalazł, a Niuniuś roztaczał przed nami swoje uroki osobiste. Na "do widzenia" dostaliśmy wizytówki obu panów. Nie spojrzałam na nie, schowałam do torebki  - i to był błąd. Mój błąd. W  końcu wyszliśmy. Jakoś tak mi się zdawało, że spotkanie miało wyglądać inaczej i bardziej "profesjonalnie". Zdawało mi się.


Po kilku dniach udało nam się obejrzeć dom, który doradca znalazł w "pocie czoła". Też było fajnie, bo siedział jak przyrośnięty w samochodzie, patrząc, tępo, zapewne, jak się miotamy po ruchliwej drodze w poszukiwaniu właściwego numeru domu. Mógł dupę ruszyć i się pokazać, ale po co? Pożytek z niego był taki jak z 10 koła u wozu.


Na koniec zapytałam, czy ma dla nas jeszcze jakieś oferty?. Nie miał i nie wyglądał na mocno przejętego swoim nieróbstwem.


Wściekłam się i po powrocie do domu zadzwoniłam do centrali Home Brokera. Napyskowałam. I dopiero wtedy okazało się, że właściwie nie wiem co się okazało - qui pro quo.


Jedyne wytłumaczenie jest takie: naprawdę byłam umówiona z panem Maciejem Majem. Problem w tym, że jego nie było. Zapił, zapomniał, dysfunkcja żołądkowa go dopadła, czy praca go znudziła? Nie wiem. Skoro warknęłam na panią, to znaczy niebezpieczny ze mnie klient i trzeba mu zapchać gębę kimkolwiek. Jeśli uparłam się przy Macieju, to go dostałam. Problem w tym, że pan Pieronik jest DORADCĄ FINANSOWYM, a Niuniuś DORADCĄ NIERUCHOMOŚCI. Starszym w dodatku. Qui pro quo. 


Z lnu pożytek, jak wiadomo, jest. Z Home Brokera nie ma żadnego. I nikomu z Was go nie polecam.


A takie sztuki, Panowie i Panie, zatrudnieni w Home Brokerze, to możecie sobie "profesjonalnie" robić z idiotami, jeśli takowych znajdziecie.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]