etoile99 | e-blogi.pl
Blog etoile99
Toksyczna miłość i kiedy mądry pies ma obłęd w oczach. 2014-09-28

Tylko na pierwszy rzut oka, te dwa tematy nie mają ze sobą nic wspólnego.


Ostatnio na szklanym ekranie przypomniał o sobie, ktoś kogo znałam zawsze, ponieważ był synem przyjaciółki mojej mamy. Starszy ode mnie o 8 lat, obłędnie przystojny i do pewnego momentu palma mu nie odwalała. Był miły, sympatyczny z poczuciem humoru, chociaż musiałam go nieźle denerwować, pętając mu się pod nogami.


Był wypieszczonym jedynakiem. I miał mamusię, która na jego nieszczęście była nauczycielką. Wspólnymi siłami, z resztą grona pedagogicznego wbiła synusia w megalomanię i pomimo tego, że zdał sam z siebie, na medycynę, niemal siłą zawlokła go do szkoły aktorskiej. Od tego momentu zaczął się jego dramat. Aktor był z niego kiepski ( choć nie powinno się tak mówić o tych, których już nie ma wśród żywych ). A dramat polegał na tym, ,że nikt, poza mamusią oczywiście i być może żoną, nie potrafił dostrzec w nim tego cudu nieziemskiego. Nikt nie chciał mu stawiać ołtarzyków i okadzać kilka razy dziennie. Każdy widział tylko prawdę: marny aktor bez zawodowych perspektyw.


I pamiętam nasze ostatnie spotkanie przed jego śmiercią. I do tej pory mam do siebie żal, że nie potrafiłam wykrzesać z siebie tego zachwytu nastolatki, którym obdarzałam go wcześniej. Stało się i się nie odstanie.


Toksyczna miłość do dziecka jest najgorszym, co rodzic może dla niego zrobić, bo niszczy w nim to, co dobre, a wbija je w niczym nie uzasadnioną i niczym nie popartą dumę i egocentryzm. Uczy go tym samym, że jest pępkiem świata i późniejsze zderzenie z rzeczywistością staje się traumą na całe życie.


 


Dawno temu miałam owczarka niemieckiego, cudownego, rasowego szczeniaka o bardzo chybionym imieniu Miodzio. Był absolutnym jego przeciwieństwem. Przez 11 miesięcy próbowałam go okiełznać - bezskutecznie. Był groźny dla ludzi i agresywny. To była jedna z trudniejszych decyzji, ale podjęłam ją po kilkunastu miesiącach walki o niego. Miodek chodził regularnie na szkolenia, najpierw indywidualne, a potem grupowe, bo jak wiadomo, psy są zwierzętami socjalnymi i uczą się od siebie.


Chodził też na te szkolenia facet w słusznym wieku, z cudownym owczarkiem. I co z tego, że owczarek był cudowny i mądry sam z siebie, skoro jego pan wszelkimi siłami próbował z niego zrobić idiotę.


Zasada jest prosta: pies wykona komendę poprawnie należy go pochwalić, zrobi coś źle - musi zostać skarcony. Typowa zasada kija i marchewki.


No i co z tego, że typowa? W tym konkretnym przypadku było tak:


- pies zrobił coś dobrze był chwalony


- zrobił coś źle był chwalony


- zrobił dobrze pan na niego krzyczał


- zrobił źle pan na niego krzyczał


- zrobił dobrze pan krzyczał


- zrobił źle pan go chwalił.


Ten biedny psiak miał nieustanny obłęd w oczach, bo nigdy nie wiedział, ani co ma robić, ani jaka będzie reakcja jego pana??


 


W obu przypadkach mamy do czynienia z toksyczną miłością, bo nigdy nie twierdziłam, że pan nie kochał swojego psa.


Dodatkowy związek tych dwóch tematów jest taki, że ostatnio ja się czuję jak ten pies. Zrobię dobrze jest dobrze, a po kilku dniach okazuje się, że jednak to "dobrze" to wcale nie jest dobrze, tylko źle.


I TEŻ MAM OBŁĘD W OCZACH.


Kolejny rok. 2014-09-28

Minął kolejny rok, rozpoczął się nowy. Tylko jakoś tak mi jest mało radośnie. Poprzedni był trudny, a ten wcale nie zapowiada się lepiej, może nawet gorzej - czas pokaże.


Jedyne, co mi pozostało, to wiara, że Święty Jedyny (niech będzie błogosławiony! ) wie czemu to wszystko ma służyć.


??? 2014-09-22

Cały dzisiejszy dzień zastanawiam się, czy "cel uświęca środki"? I czy "drastyczne" metody, mające służyć dobru, naprawdę są złe? Czy dobro można osiągnąć jedynie "marchewką"?


Nie znam odpowiedzi na te pytania.


Może ktoś z Was potrafi mi na nie odpowiedzieć?


Z dedykacją do Słonka - to Twoja dewiza. 2014-09-21

"Zapomnisz - jeśli przebaczysz,


Lśniące, kolorowe światło zmierzchnie,


Lepiej jątrz serce zawsze,


Gniew przechowa miłość bezpiecznie."


Kazimiera Iłłakowiczówna.


"Ofelia." 2014-09-21

"Ach, długo jeszcze poleżę


W szklanej wodzie, w sieci wodorostów,


Zanim nareszcie uwierzę,


Że mnie nie kochano, po prostu."


Maria Pawlikowska - Jasnorzewska.


 


Odpowiedź na komentarz:) 2014-09-11

Tak, ja się absolutnie zgadzam z tym, że dwie ostatnie notki są bardzo mało czytelne. Moja wina! Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że są one czystą, niczym nieskażoną emocją, która we mnie buzuje. A emocje ubrać, sensownie w słowa, potrafię w chwili, kiedy rana nie krwawi, a staje się zwykłą blizną.


Istnieje być może drugi powód, dla którego są one niezrozumiałe. Otóż właśnie dzisiaj doszłam do wniosku, że w chwilach wolnych zacznę tworzyć nowy słownik języka polskiego. Wcale nie dlatego, że obecny mi nie odpowiada. Wręcz przeciwnie.Wydany przez PWN "Słownik języka polskiego" pod redakcją prof. dr Mieczysława Szymczaka jest pozycją doskonałą. Tylko co z tego? Być może jestem krypto wtórnym analfabetą i nawet o tym nie wiem. Za to wyjaśniałoby to kilka spraw. Np. wczoraj usłyszałam, że "gnoję dziecko". Mało mnie apopleksja nie trafiła, bo jeszcze nigdy w życiu nikogo nie gnoiłam. Nawet mi taka myśl nie powstała w najdalszych zakamarkach mózgu. Dzisiaj okazało się, że to "gnojenie" jest tak naprawdę "ekspresją wypowiedzi". 


Nie potrafię nawet tego skomentować.


Wiem jedno. To rzekome "gnojenie" kosztowało mnie nie przespaną noc, litry łez i pewność, że od tej pory nie mam prawa nazywać się człowiekiem, tylko bestią.


A dzisiaj jak gdyby nigdy nic: "ekspresja wypowiedzi".


Cudownie.


Tyle tylko, że bez nowego słownika, który będzie uwzględniał tłumaczenia "co autor miał na myśli?" ja funkcjonować nie potrafię.


Emocje. 2014-09-07

A teraz zrobię świadome studium emocji, które mną szarpią.


Przede wszystkim wcześniej wspomniani świętojebliwi. 


W całym swoim życiu, choć wiele ludzkich typów udało mi się spotkać, takiego rynsztoku nie widziałam. To jest coś, co nawet w najbardziej liberalnej skali się nie mieści. W "Ranczo" Babka wypowiedziała takie zdanie: "wesz to też stworzenie boskie." Niby tak, ale jakoś trudno je polubić. Różnica pomiędzy nimi, a wszami polega na tym, że taka wesz sama z siebie, co chwilę do kościoła nie lata. A ci latają, uchodząc za wzorowych katolików i przyzwoitych ludzi. I kościół jest z nich dumny! 


Przerażające.


A to, co najbardziej mną wstrząsa to niemoc prawdziwie przyzwoitych ludzi ( ci z kolei nie biegają do kościoła ), którzy nie potrafią wyrwać się z tego szamba. Zupełnie jakby było im z tym dobrze. I walę głową w mur, i tłumaczę, i z braku innych środków drę mordę, i nic... . 


Koniec końców piany na pysku od tego dostaję i mam dosyć wszystkiego, bo pojąć nie mogę jak to jest możliwe, żeby ze strachu być tak bezwolnym.


Jedno jest pewne: podobno" Cygan dla towarzystwa dał się powiesić", ale ja Cyganem nie jestem i utopić w kloace się nie dam! 


*** 2014-09-06

"The winner takes it all".


Wygraliście. G. górą! Cieszcie się, ale tylko do mojej śmierci. Potem oddam wam wszystko z nawiązką. Obiecuję, że będę was gnębić do waszej zasmarkanej śmierci. Całą zafajdaną rodzinkę.


Nie mam już siły. I nie chce mi się żyć, dlatego wam też nie wróżę długiego i rozkosznego życia.


Nigdy dotąd nikogo nie nienawidziłam. was tak.


I życzę wam jak najgorzej.


Dno moralne, biegające co chwilę do kościoła.


Świętojebliwi.


I w ostatniej minucie będę wam życzyć żebyście długo cierpieli.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]